Do jasnej cholery! Jeszcze jeden dzień i przysięgam, że zwariuję!!! Niech ktoś do jasnej pogody zgasi to diabelskie słońce i włączy ogólnoświatową wielką klimę! Ja lato lubię, ale jeśli jutro rano otworzę oczy, spojrzę w okno i zobaczę to.... to.... to.... słońce, to chyba, a raczej napewno zwymiotuję serdecznie.
U nas 40 stopni w cieniu. Dziecię po wczorajszym szczepieniu. W nocy spaliśmy, a raczej nie spaliśmy, jak za dawnych czasów noworodkowych. Wkłucie po pneumokokach nabrzmiałe, jakby go bączysko upierniczyło. Główka rozpalona, dzieć wyyyyyyyyyyyyje. A głos ma tak donośny, że jak czasem się tak na nim skupię, to dociera aż do samego czubka pod czaszką i drałuje, drałuje. A wtedy Jezzzzzzzzzzzzzu! Wtedy mam ochotę... Mam ochotę postąpić tak, że żadna matka by się do tego nie przyznała. Powiem tylko, że przebiega taka myśl. Jak mignięcie. Myśl szaleńcza. Żeby tak rzucić. Chlasnąć. Pacnąć w ten tyłek wrzeszczący...
Wstyd!!! Pocieszam się, że ta myśl to błysk tylko taki, a za ułamek sekundy wraca świadomość i "Już jestem"! I tulę wyjca mego i po raz kolejny cyca wyjmuję i na rączki i "Już ćśśśśśśśś, już dobrze jest maleństwo moje kochane... Mamusia by nigdy przecież, przenigdy!"
Boże, dodaj mi cierpliwości w ten ciężki czas...
o matulu, 40 w cieniu?! chyba bym się rozpłynęła przy takiej temperaturze... u nas w Mazowieckim też jest gorąco, ale nie aż tak...
OdpowiedzUsuńhe he moja koleżanka mi kiedyś powiedziała: "Macierzyństwo cechuje dualizm, masz czasem ochotę walnąć dzieckiem o ścianę a jednocześnie kochasz go najbardziej na świecie" ;) trzymaj się tam!
OdpowiedzUsuńPrzyłączam się do apelu o włączenie wieeeeeelkiej klimy. Upał nie do wytrzymania. My spacery zaliczamy skoro świt i ewentualnie późnym wieczorem co by całkiem w domu się nie zamykać. Wyjście z domu o normalnej porze stanowi zagrożenie życia;-)
OdpowiedzUsuńCierpliwości życzę, ale i tak wiem, że dasz radę!!!! Nie raz to pokazałaś.
Jesteś wspaniała, że się do tego przyznajesz! Ech...te mordercze myśli matki. Każda ich doznaje, ale nie wszystkie o nich mówią - a to przecież tylko błysk i zaraz po wszystkim.
OdpowiedzUsuńMy mamy upały+zęby...wrrrrrr...
heheh jasna sprawa takie myśli .......oj ja tez miałam i to jakie!!!![nadal czasem mam] BUZIAKI
OdpowiedzUsuńsiwetny blog ;D
www.misiak-mercia.bloog.pl
co nas nie zabije to nas wzmocni !:D
normalka - takie myśli się miewa, ale to, że sobie zdajemy z nich sprawę tym bardziej nas dyscyplinuje!
OdpowiedzUsuńJaki upał? Niby gdzie bo u mnie go nie ma. Chętnie przygarnę słońce.
OdpowiedzUsuńjestem zachwycona twoim blogiem!!! otóż ja też mam synka Natana!!!
OdpowiedzUsuńBędę z wielką chęcią czytać tego bloga.
zapraszam do Nas www.swiat-natana.blogspot.com :)
Marti mam nadzieję, że wczoraj było już lepiej, gdyż jak na życzenie słońce wczoraj wyłączyli:-) oj tak. Czasami cierpliwości brakuje...ja zawsze powtarzam sobie, że to nie Jego wina i błagam Wszechświat o cierpliwość. Ale czasami jest tak, że mam ochotę wgryźć się w ścianę lub barierkę łóżeczka, lub wrzeszczeć i przeklinać, a za chwilę spokojnie i cierpliwie głaszczę Synka po policzku lub przytulam. Jeszcze wiele nieznanych emocji przed nami...
OdpowiedzUsuńohh ile ja bym dała za takie temteratury w Szkocji :-) jak narazie mamy tylko 15 stopni :(((
OdpowiedzUsuńJa też nie lubię, gdy jest aż TAK gorąco... Dzieciaczki również ciężko to znoszą.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się Twoja szczerość. Która mama tak nie ma?
Nareszcie!!! Nareszcie jakaś mama przyznaje się, że poza tym, że jest cudownie i wogle, to bywa też morderczo :) Dzięki wielkie za ten wpis, bo już po woli nabierałam przekonania, żem matką wyrodną ;)
OdpowiedzUsuńW Łodzi pogoda dla odmiany zbyt przyjazna nie była i to akurat w tę drugą stronę... i też cierpliwości potrzeba, żeby to przetrzymać...
Mam nadzieję, że Maleństwu szybko przeszło i już Go nic nie boli :)