wtorek, 14 czerwca 2011

KUPA

Zawsze lubiłam niespodzianki. Zwykle robiłam je sobie sama. Nie była to już niespodzianka, ale prezencik taki. Choćby malutki. Kolczyki z sieciówki, albo lakier do paznokci, skarpetki balerinki też dawały radę:-)
Był to sposób na humoru huśtawki, nagroda za zamknięcie planu w pracy, albo prezent od Tatusia Maciusia, jeszcze wtedy nie Tatusia, wymuszony, ale uskuteczniony.

Cuuudowna była fala małego szczęścia oblewająca po wyjściu ze sklepu. Potem jeszcze raz zerknięcie do torebeczki no i koniecznie pochwalenie się pierdółką ową chociażby siostrze...

Troszkę się teraz zmieniło, ale efekt taki sam. . .
Średnio raz na 4 dni dzidzia moja wstaje lewą nogą. Narzeka, jęczy, klei się do cyca maminego non stop i sama już nie wie, czy pocyckać jeszcze, czy może już ma dosyć...I tak mnie męczy i dręczy, a mnie humor opuszcza skutecznie, bo NIE CIERPIĘ gdy synkowi memu cokolwiek dolega.

Aż w końcu nie wiedząc już jak temu zaradzić, w pieluchę zaglądam, a tam . . . czeka na mnie. Niespodzianka! Cu - do - wna, przez syna mojego przygotowana, musztardowa, wielka KUPA!

I wtedy mamy święto. Oblewa mnie cudowna fala szczęścia, z zapałem myję dupkę mojego pisklaka, potem jeszcze raz zaglądam do pampersa już zwiniętego i podziwiam ją, a na koniec dzwonię do Tatusia Maciusia, żeby się pochwalić jaką dostałam dziś piękną kupę :-)


Tak teraz główkę będę trzymał!

A oto mój ukochany, kupowy darczyńca . . .
:-)

11 komentarzy:

  1. No i cudownie, że zawsze znajdzie się coś co daje szczęście:D

    OdpowiedzUsuń
  2. no piękna rzec trzeba, ja też takie lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale to nie moja, tzn. nie synka mego, tylko wypożyczona;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. oj to się nie liczy! cudzym kupom mówimy stanowcze "nie"!

    OdpowiedzUsuń
  5. A żebyś wiedziała moja droga. I jakoś tak mnie obrzydza ta nie nasza - obca. Dlatego ją usuwam...

    OdpowiedzUsuń
  6. bo kupa to obrzydliwa sprawa... no chyba że wyjdzie z pupy naszego brzdąca, wtedy jest najwspanialszym widokiem... o boże! gadamy o kupie. to znak że trzeba wyjść do ludzi... ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale mnie rozbawiłyście dziewczyny tą rozmówką o kupie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. witaaminkaa- no nie mów, że nigdy o kupie nie gadałaś;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. oj Marti jak ja to nazywam: wpadłaś jak kupa w kompot:-)))

    OdpowiedzUsuń
  10. JA-CIE! ależ on ma ten dzióbek słoooodki!!!!

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.