czwartek, 7 maja 2015

Jak rozsądnie przytyć w ciąży.

Temat, który dzisiaj poruszę jest zaraz po porodzie, karmieniu piersią, byciu "dobrą matką", rozstępach i zmarszczkach, chyba najbardziej drażliwym tematem wśród kobiet.
Być może po tym wpisie niektóre z Was poczują się urażone, bądź zwyczajnie się na mnie wkurzą.
Bo nie lubimy prawdy. Bo prawda w oczy kole.

Waga.
A dokładniej TYCIE.
Tycie w ciąży.
Która z nas nie jest na niemal permanentnej diecie.
Jeżeli nie jesteśmy na diecie, to zwykle unikamy odzieżowych zakupów na żywo, bo widok własnej doopy w sklepowej przymierzalni zwyczajnie nas dobija.
Ewentualnie zżerają nas wyrzuty sumienia po kolejnym pochłoniętym ciastku czy batonie, choć wmawiamy sobie, że kochanego ciałka nigdy za dużo.

A w ciąży?
W ciąży to w końcu JESTEŚMY USPRAWIEDLIWIONE! Mamy apetyt, mamy dziecko w brzuchu, więc dla JEGO DOBRA możemy żreć do woli. A przy tym tyć. Bo przecież i tak potem się schudnie. Karmiąc piersią, to w ogóle raz, dwa, trzy schudnie się właściwie samo.

W pierwszej ciąży przytyłam osiemnaście kilo. Razem z pięcioma nadprogramowymi jeszcze sprzed ciąży - dwadzieścia trzy.
Dwadzieścia trzy kilogramy przy metrze sześćdziesiąt wzrostu. Wyglądałam jak ciężarna świnia, ewentualnie foka tudzież waleń. I nie przesadzam.
Wygląd nie był jednak najgorszy.
Najgorsze były fizyczne dolegliwości. Nadwaga "dusiła" mnie od piątego miesiąca. Męczyła mnie permanentna zgaga, zaparcia. STRASZNIE bolał kręgosłup, że już nie wspomnę o puchnięciu stóp, rąk, wszystkiego! W dziewiątym miesiącu miałam wrażenie, że pęknę w szwach.

Razem z porodem, w szpitalu zostawiłam osiem kilo, Potem zeszły jeszcze trzy. Potem pomimo karmienia piersią wróciły dwa...
Dwanaście kilo chudłam przez cztery miesiące na restrykcyjnej diecie, okraszonej częstymi, intensywnymi treningami. BO NIE MOGŁAM NA SIEBIE PATRZEĆ. Bo osiem miesięcy po porodzie, gdy przymierzałam jakąś kieckę w sklepie, pani ekspedientka zapytała mnie, który to miesiąc! Ciąży...
Pozbycie się tego dziadostwa kosztowało mnie tyle wysiłku i wyrzeczeń, że powiedziałam sobie - nigdy więcej!

Aktualnie jestem w trzydziestym siódmym tygodniu ciąży i przytyłam dziewięć kilo. Dziecko jest większe, niż wskazuje norma w tym czasie.
Ta ciąża była diametralnie różna od wcześniejszej i jestem pewna, że ogromny wpływ na to miała zmiana trybu żywienia. Czułam się dobrze. I dziś się czuję. Praktycznie żadne z wyżej wymienionych dolegliwości mnie nie męczy.

Nie, nie odchudzałam się. Nie głodziłam się. Nie miałam takiej możliwości, bo gdy tylko pojawiał się głód, musiałam zjeść NATYCHMIAST! Bo czułam, że za chwilę umrę, ewentualnie padnę na pysk.
Wykluczyłam natomiast "złe węglowodany". Ciastka, batoniki, białe pieczywo, biały ryż, cukierki, czekoladki, chipsy Pozwalałam sobie na kawałek torta, ciasta okazjonalnie. Gdy miałam nieokiełznaną ochotę na słodkie - jadłam kawałek gorzkiej czekolady lub robiłam sobie ma słodko pyszną inkę z mlekiem.

Nie piłam kolorowych napojów. W zamian za to dużo wody, niesłodzonych soków, zielonej herbaty, zbożowej kawy z mlekiem. Duuużo mleka!
Jadłam regularnie co trzy godziny.
Na pierwsze śniadanie jogurt naturalny, trzy łyżki płatków owsianych, banan, brzoskwinia, ananas, mrożone truskawki, w zależności na co miałam ochotę.
Na drugie - ciemne pieczywo, chuda wędlina, twarożki ze szczypiorkiem, sałatka.
Na obiad - chude mięsa, KASZE lub ziemniaki (bez masła, śmietany), zawsze surówka. Duuużo surówki. I zupy. Dużo zup! Razem z mięskiem.
Codziennie w ramach deseru jadłam OWOCE. Czasami orzechy, suszoną żurawinę, jagody goi.
Na kolację różnie - w zależności na co miałam ochotę. Przez dwa tygodnie na przykład jadłam codziennie pomidory z mozzarellą, bazylią i pesto;-) Czasami surowe jarzyny. Czasami jogurt, a czasami kubek kakao lub szklankę wody - bo na nic innego nie miała ochoty.
Gdy mnie naszła ochota - grzeszyłam. Zdarzyły się frytki z McDonalda, skrzydełka z KFC, wieczorna pizza. Jednak sporadycznie.

Na podstawie obserwacji swojego organizmu wnioskuję, że kluczowa jest zmiana przyzwyczajeń żywieniowych już przed ciążą. Do tego dobrze mieć unormowaną pojemność żołądka.Trudno zachować rozsądek, gdy mamy rozepchany żołądek i ciągle chce nam się jeść.
No i te nieszczęsne węglowodany, których możesz zjeść tonę, a i tak za chwilę jesteś głodna. I to podwójnie.
Albo wygładzanie się "bo nie miałam czasu". Organizm jest tak przerażony, że mogłabyś wtedy zjeść tonę żarcia żeby poczuć cień sytości.
Nie bez znaczenia jest także przygotowanie ciała do ciąży poprzez porządny, co najmniej kilkutygodniowy wysiłek fizyczny. W im lepszej formie zaczniesz, w tym lepszej skończysz.

Książkowo w ciąży powinno się przytyć 12-14 kilo. Mieści się w tej sumie waga dziecka, wód płodowych, łożysko, zwiększona objętość krwi i wody w organizmie, powiększony biust i ok. trzech kilogramów nadprogramowej tkanki tłuszczowej.
Nie obraź się, ale reszta to Twoja bezmyślność, próżność i łakomstwo.
Twoje obżarstwo, trzeci baton, czwarta szklanka coca coli, codzienny burger z McDonalda czy nawet zwykłe tłuczone ziemniaki z sosem, nie są niczym dobrym dla Twojego dziecka, nawet jeśli babcia czy teściowa mówią - jedz za dwóch, teraz musisz o siebie dbać...



















10 komentarzy:

  1. Brawo Marta! Ale nie zawsze jest tak, jak mówisz ... W pierwszej ciazy nie bardzo sie kontrolowałam, porem z wysiłkiem gubiłam kilogramy ... Dziecko przewartościowało nasza lodówkę bardzo, dla niego ( i dzieki niemu) zaczęliśmy jeść dużo zdrowiej...niestety , nic z tego ... Jestem w 33 tyg. Ciazy i utylam więcej niż Ty ... Mimo ruchu, mimo pilnowania jadłospisu ... Pierwsze trzy miesiące to u mnie tycie ... Zajadanie mdłości chlebem bo nic innego nie wchodzi .. I mój tyłek urósł :( teraz tyje bardziej regularnie wraz z postępująca ciąża ale wiem, ze pózniej znowu czeka mnie walka ...ale Tobie serio gratuluje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż trudno mi wyobrazić sobie ciebie jako walenia...kwitniesz ;) Teraz kochana

    OdpowiedzUsuń
  3. Hmm, wszystko racja- najważniejsze są zdrowe nawyki żywieniowe, rozsądek, umiar, znajomość potrzeb swoich i dziecka w tym szczególnym okresie, ruch jeśli jest on możliwy, ale... Mówimy o zdrowej ciąży. Czasami więcej kilogramów niż te zalecane nie ma nic wspólnego z obżarstwem, bezmyślnością i lenistwem. Znam mamy, które jadły mniej i może nawet zdrowiej niż ja, a ich waga na finiszu przekraczała nawet 20kg...
    Natomiast co do bólu pleców/kręgosłupa- to chyba jednak w dużej mierze zależne jest od wzmocnienia tych partii ciała przed ciążą i być może ćwiczenie również w ciąży. Ja również jestem niska, moja waga w obu ciążach trochę się różniła, a plecy bolały mnie nieziemsko w jednej i drugiej ciąży.
    37tydzień? Ajajaj, to już zaraz, za momencik :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja się zgodzę z Tobą, nie obżerałam się ani w jednej ani w drugiej ciąży, pilnowałam, by jeść zdrowo i z głową, a mimo to w obu ciążach przytyłam bardzo dużo (23 i 19 kg), więc pewnie jest to też sprawa genetyczna. Dodam, że w drugiej ciąży mając w domu dwulatka, z rzadka miałam czas, by usiąść na tyłku, a w pierwszej ciąży pracowałam do 6 miesiąca ciąży!

      Usuń
    2. No właśnie...ja miałam 20 kg na plusie,nawet gdy niewiele jadlam kilogramy leciały jak szalone,leczylam tarczyce.

      Usuń
  4. całkowicie podzielam twoje zdanie na temat odżywiania jak to isę mówi jestes tym czym jesz.....

    piekna koszula......może troszkę nie moje kolory ale fason świetny gdzie kupiłaś??

    OdpowiedzUsuń
  5. Wpis na szóstkę z plusem!
    Nic mnie tak nie wkurza jak dodatkowe kilogramy! No dobra, jest jeszcze parę wkurzających mnie rzeczy, ale ta jest w ścisłej czołówce. Generalnie jestem przyzwyczajona do zdrowego odżywiania od ZAWSZE. Byłam siatkarką także chcąc czy nie chcąc jeść musiałam zdrowo. I tak mi już zostało. W dodatku mam obsesje na punkcie swojej figury.. Oczywiście nie rezygnuję z fast foodów, ale to wszystko w granicy rozsądku. No i jestem strasznym łasuchem jeśli o słodycze się rozchodzi. Batoniki, ciastka i inne takie mogłabym jeść kilogramami. No i tego sobie nie odmawiam.. Zbyt często. Jedynie wybieram te 'mniej złe' ze zdrowej żywności..
    A jeśli o ciążę się rozchodzi w pierwszej przytyłam osiem, w drugiej piętnaście.. Oczywiście przez moją głupotę bo w tej drugiej wpierdzielałam na potęgę, nie potrafiłam sobie odmówić ciastka, a potem kolejnego i jeszcze jednego gdzieś tak o trzeciej w nocy.. ;) Codziennie obiecywałam sobie, że już dość, że nie będę jeść słodyczy, ale ta moja silna wola znikała na drugi dzień. Pod koniec i po ciąży byłam tak przerażona swoim wyglądem, że miesiąc po porodzie wznowiłam treningi na siłowni i inne ćwiczenia, a po kolejnym miesiącu moja figura wyglądała już tak jak przed ciążą. :) Co prawda z tych piętnastu kilo na porodówce ubyło mi siedem, podczas karmienia trzy, więc do zrzucenia zostało pięć. Co i tak dla mnie było tragedią..

    Julia.

    OdpowiedzUsuń
  6. o matko, Marta! Jak Ty cudownie wyglądasz z tym brzucholkiem schowanym pod przesliczną koszulą, chudymi nózkami i usmiechem! Wspaniała młoda mamuśka! Trzymam kciuki za zdrowego bobaska i całuje, Asia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Taki przypływ wagi jaki masz teraz byłby dla mnie wystarczający :) Staram się jeść lepiej, jeszcze troszkę dopracować muszę. Liczę że nie wskoczy mi ponownie + 17kg :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne zdjęcia! Chyba miło Ci powspominać te czasy? Pozdrawiam, Ania.

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.