niedziela, 22 lipca 2012

Drogowa mieszanka wybuchowa

Euforia opadła. Nieco.
Wpis powinien dodany zostać w piątek, jednak ze względów technicznych nabierał mocy do dziś.

Ale wracając do piątku.
Dojechaliśmy.
Po pięciu godzinach jazdy polskimi drogami, zdrowi, cali, wytelepani, głodni i pokłóceni .
Tak moi drodzy, okazuje się że rodzice, mimo że rodzice to niestety nie anioły, bo przecież nie jesteśmy w niebie, jeno ludzie normalni z krwi i kości. A nerwy nie ze stali przecież, więc i nam się zdarza. Zdarza się ku rozpaczy mojej, nad tym, że Synek doświadczać niesnasków rodzicielskich nie powinien, bo to dla zdrowia jego psychicznego absolutnie nie wskazane... 
Niestety mimo ogromnej mojej świadomości i prób panowania nad sobą i emocjami swymi - nie udało się. Nie udało się, bo zmęczone krzyczące dziecię, a przez pięć godzin w aucie, w tym dwa korasy uliczne, powodów do krzyku może być z tysiąc, w połączeniu z filozofującym ojcem, głodem swoim, dziecięcia i za mocną kawą KFC, daje w sumie mieszankę wybuchową ;-)

Do przemocy fizycznej jednak nie doszło, choć miałam, oj miałam ochotę wielką tak palnąć w ten filozofujący łepek... Ofiar śmiertelnych w ludziach też nie odnotowano ;-)

Wieczorem, kiedy prawie było już dobrze, jednak emocje do końca jeszcze nie opadły, poszliśmy na plażę morze, jak należy przywitać.
Foch szedł z nami. Widok plaży szerokiej i morza szumiąceg,o grymas złości na twarzy jednak trochę rozproszył... Ale tylko na moment! Żeby nie było, że żona to "miękka faja" taka ;-)

Schodzimy z zejścia. Patrzę - siedzi na schodku para smarkaczy.
"O! Młodzi tacy, jędrni, to sobie z wakacji pokorzystają." -   ogarnęła mnie myśl zazdrosna.
Zerkam obok, a oczom moim ukazuje się druga para młodych, wolnych i gniewnych. Długowłosa dziewczyna całuje namiętnie chłopaka, a ten "czule" łapie ją za pupę.
"No przytulajcie się, przytulajcie. Gówniarze. Cholera jasna. Bo jak się dzieciak pojawi, to skończy się" low mi tender"!
Spojrzenie trzecie, a tam - głęboki wózek. . .
Ups...

No co za zołza naburmuszona! Wiedźma zwykła! Wstyd!
Tak, taką zjadliwą babą też czasem bywam... ;-)





13 komentarzy:

  1. :-D
    lepiej pozbyc sie emocji niz je tlumic.
    choc i to i to niestety najlepsze dla dziecka nie jest..

    OdpowiedzUsuń
  2. ech ja też ostatnio zołzowato się czuję. i hormony jakoś fikają cyklicznie i babol wychodzi z fochem niechcący. ale zmęczona już jestem bardzo tym mamusiowaniem i czasem niewiele trzeba... a oni potrafią być taaacy mądrzy :))))

    OdpowiedzUsuń
  3. No i tak bywa:) oby nastepnego dnia bylo lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  4. Długa jazda autem może skutecznie zepsuć humor :) Dobrze, że myśli pozostały tylko myślami i nie powiedziałaś ich na głos ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdarza się każdemu puścić trochę nerwów i nie trzymać ich w sobie. Lepiej się z tym pogodzić i nie zadręczać, że jednak i nam się zdarza. :P

    Udanego wczasowania, :)

    OdpowiedzUsuń
  6. luzik! Czeka Was jeszcze podróż powrotna ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. heheheh :D może i zjadliwa :D ale z jakim poczuciem humoru :D fajnie napisane !

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej!Poczatki przewaznie bywaja trudne!Teraz to juz na pewno las vacaciones na calego, tym bardziej ze podobno pogoda sie porawila;)Udanych wakacji i wracajcie cali, zdrowi i wypoczeci:)
    MK+J
    ps.czekam na fotki usmiechnietej i zadowolonej rodzinki:)

    OdpowiedzUsuń
  9. haha każdy z nas jest człowiekiem moja droga:) i tak bywa dla zdrowia psychicznego czasem trzeba dać upust emocjom....pogody wyoczynku nad tym morzem :D Ania.

    OdpowiedzUsuń
  10. wczoraj wpadłam przypadkowo na Twojego bloga i cholera - przeczytałam wszystkie notki ;)

    bd wpadać częściej - na bank!

    pozdrawiam, mds :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajny wpis. wiem o czym piszesz bo właśnie wróciliśmy z wakacji, tu muszę cię pocieszyć, nasza droga trwała 10 godzin. Odczucia podobne :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. oj tam oj tam;) ja zawsze jak na takich patrzę to myślę se że parę lat temu byłam taka sama jak oni i jakaś inna mama z wózeczkiem mogła się tak czuć jak ty teraz;)) lata lecą człówiek dojrzewa zakłada rodzine...życie;))


    wcale ci się nie dziwię że taki masz nastró po takiej ciężkiej podróży....a poza tym...baba nie byłaby sobą gdyby czasem szpili nie wbiła;)) to samo mam;)) czasem...to wręcz szukam okazji by dołożyć;P

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.