czwartek, 20 listopada 2014

Haniebna myśl.

Dzisiaj obwieszczę publicznie prawdę, skrywaną głęboko przez większość kobiet.
Prawdę wstydliwą.
Być może potępianą.
A jednak prawdę.
Prawdę, która u większości z nas była powodem wewnętrznego żalu, wyrzutów sumienia i psychicznej chłosty.
Wyjawię ją, bo może wówczas będzie nam raźniej.
Przełknąć tę łyżkę dziegciu z macierzyńskiej beczki miodu...

Otóż.
Smak macierzyństwa poznajemy wraz z pierwszym porannym pawiem w krzakach, w drodze do pracy.
Wraz z pierwszą ciążową migreną, kiedy wolno sobie pomóc wyłącznie apapem, a to przecież szajs jakiś jest, a nie porządna tabletka od bólu
Poznajemy go przed lustrem, wraz z pierwszą refleksją typu:  staję się macierzyńską foką, z wielkim bufetem, brodawkami wielkości talerzyków do ciasta i totalnym zanikiem talii.
Każda z Was mogłaby wymienić co najmniej sto podobnych sytuacji, kiedy poczuła, jak to jest, gdy już się nie jest tylko sobą.
I co? Jak smakowało?
M-m-m! Cudnie! Prawda?

No własnie. Prawda.
A prawda jest taka, że w takich momentach wcale cudnie nam nie jest.
Ba! Okropnie jest!
A chwilami to nawet obrzydliwie!
I  wtedy znika pierwotna euforia pod tytułem: "Hura! Będziemy mieli dzidziusia."
Szlag Cię trafia, że już kolejny tydzień czujesz się cała chora.
Szlag Cię trafia, bo patrzysz w lustro i...i...
Obiecujesz sobie, że już długo w nie nie spojrzysz, bo wyglądasz jak jakiś żeński wypłoch.


A miało być tak pięknie.
Ty  szczupluteńka jak TA z reklamy, z brzuszeczkiem jak piłeczka i taaaka promienna.
Promienna kurna!
Słyszysz?
Promienna!
Do tego bobasek różowiutki.Te kuci - stópeczki i mizi-włoseczki i ustka takie, że tylko cmok, cmok.
A tu co?
G...no!
Płacz i zgrzytanie zębów.
Krew, pot i łzy.


Aż w końcu dopada Cię najgorsze.
Ta upiorna myśl. Myśl tak wstydliwa, że sama jesteś na siebie wściekła, jak mogła Ci się pomyśleć.
Wypowiem ją zatem szeptem.
Uwaga.
Czytamy po cichu i zapominamy.
"Po co mi to było?!"
Zapomnieliśmy?
Oczywiście.

Po myśli, którą już wszyscy zapomnieliśmy, przychodzi jeszcze gorsze.
WYRZUT SUMIENIA.
Bo przecież - boże !- ja mogłaś tak pomyśleć?! Nawet przez sekundę? Jaką okropną będziesz matką, skoro zaledwie kilka tygodni rzygania, obolałych cycków i innych przyjemności posunęło Cię do tak okrutnej myśli?!
Macocha mi mówcie! Jestem macochą! Nie zasługuję na miano matki!

Ale najgorsze przychodzi potem.
Kiedy leżysz z rozłożonymi nogami na fotelu ginekologicznym, na monitorku lekarz pokazuje Ci główkę...nóżki...rączki...
SERDUSZKO...
Już są!
Doktor włącza dźwięk.
Słyszysz je.
Maleńkie, szybkie puk - puk - puk - puk.
Pierwszy raz słyszysz bicie serca swojego dziecka, które rzeczywiście tam w srodku jest.
Dzieciątko.
Maleńkie.
Choć czułaś się jak bohaterka "Prometeusza" - jednego z filmów since fiction, która ma GO w sobie.
Tak! Czułaś się jakbyś była nosicielką obcego, który Tobą steruje i z pewnością doprowadzi w końcu do zakończenia Twoich katuszy - WYJDZIE NA ZEWNĄTRZ! I będziesz wtedy cierpieć! Jeszcze bardziej!

A to było jedynie małe maleństwo.
Krew z Twojej krwi...
Maluśki człowieczek z tycimi uszkami...
Kuci kuci ku.

Jak mogłaś!
Wyrodna!
Już nigdy tak nie będziesz, prawda?
Brzydko myśleć.

Otóż nie będziesz.
Bo własnie zaczynasz czwarty miesiąc ciąży...
Wszystko ustało, a jeśli nie, to...
MASZ OKROPNEGO PECHA.

Tak czy inaczej, za moment urośnie Ci piękny brzuszek do głaskania...
Poczujesz pierwsze ruchy swego najpiękniejszego na świecie dziecka...
I już nigdy nie pojawi, się w Twojej głowie ta haniebna myśl.
No, przynajmniej do czterdziestej, nieprzespanej nocy, gdy to o piątej rano ockniesz się z drętwą głową na łóżeczku, cycem poza bluzką i śliną zaschniętą w kąciku ust...

Ale to już inna historia ;-P




16 komentarzy:

  1. :D mam ochotę podesłać to przyjaciółce!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piateczka;) jestem miesiac wxzesniej z objawami paskudnej grypy żołądkowej przez całe dnie... I tak, tez czasami myśle ze wyrodna ze mnie ....:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo! Cudownie! Gratuluję<3<3<3No i witamy w klubie nosicielek:-)

      Usuń
  3. Jesteś mistrzem ! :D Uwielbiam czytać Twoje posty,są takie prawdziwie:P
    Ja jestem w 36 tygodniu... zgaga itd nie odpuszcza...i mnóstwo innych dolegliwości, o tym jak mi ciezko nie wspomne ;P
    Ale doczekać sie nie moge aż przytule mojego kochanego synka,który tak mocno kopie mnie pod żebra:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Dziękuję! I gratuluję! Ojjj cudownie:-) Wszystkiego, co najlepsze w tych najcięższych chwilach:-)

      Usuń
  4. Dobre, dobre, dobre!Nie ma jak Matka Matke zrozumie;)Moni plus Joni:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha. :) Tylko 3 komentarze? Kobiety nie tylko myśleć się boją ale i pisać? ;)
    Podpisuję się pod Twoim postem wszystkimi 4 kończynami. :) Bardzo trafnie ujęłaś moje myśli.
    Szczęśliwa mama 3 synów. :) /Właśnie im "haniebną myśl" przeczytałam, żeby byli totalnie uświadomieni. :)
    Uściski i trzymam kciuk za cierpliwość.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzech synów- brzmi dumnie... Teraz to już nic Cię nie wzruszy:-)

      Usuń
  6. A moje 3 pierwsze miesiące były super - czasem mnie mdliło ale bez wymiotów, lekkie zawroty głowy i nadwrażliwość na zapachy. Miałam mnóstwo energii :) Gorzej było pod koniec ciąży - w pierwszej spuchłam jak balon od gestozy i ostatni miesiąc przeleżałam w szpitalu a w drugiej ciąży synek ćwiczył jakieś manewry piłkarskie i myślałam, że kręgosłup mi połamie ;) Poza tym standardowa ociężałość, problemy z zawiązaniem butów bo dosięgnięcie do nich było po prostu niemożliwe, zgaga i problemy ze snem ;) Ale bardzo chciałabym jeszcze raz być w ciąży i przeżyć to raz jeszcze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie urok, to przemarsz wojsk. Mnie się powoli zaczyna podobać:-) Ciąża, o której tak bardzo marzyłam :-D

      Usuń
  7. Hmmm. Po co mi to było myślałam, gdy rodzice pukali się w czoło przy trzeciej ciąży i gdy Starsza Siostra kolkowała i gdy Kropka jeść nie chciała i gdy inne, piękne i szcupłe dookoła się kręciły.... A czasem gdy trzeba było mieć przerwę od seksu, albo gdy pan m. Mnie wkurzal. Było tego... I czasem jest...ale to momenty, chwile, które mijają. Jedyne co nie minie to cycki, których nie oszczędziło nic....

    OdpowiedzUsuń
  8. Dokładnie, to.momenty grzeszne. Bo przecież nie oddałybyśmy tego wszystkiego za nic w świecie :-)

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.