środa, 29 kwietnia 2015

O tym jak przygotować się do porodu i powitania dziecka w domu.

Jak ja Wam bardzo dziękuję!
Takiego wsparcia nawet się nie spodziewałam.
Dziś jest mi w mej głowie o niebo lepiej.
Wybaczcie, że nie będę odpowiadać na poszczególne komentarze. Jest ich sporo i musiałabym się stale powtarzać.
Dziękuję!
Kłaniam się nisko.
I całuję gorąco każde pojedyncze czółko każdej wspierającej mamy;-)

Czuję ulgę.
Odblokowałam się nieco.
Boję się nadal, ale w magiczny sposób osiągnęłam coś na kształt homeostazy pomiędzy strachem, a ciekawością tego, co nas czeka.
Pomyślałam sobie, że takich bojących ciężarówek jak ja jest więcej. Na pewno pomogą im Wasze komentarze do wczorajszego wpisu.
Ja natomiast dodam swoje trzy grosze.

Otóż.
Wychodzę z założenia, że jeżeli czeka Cię trudne zadanie, powinnaś porządnie się do niego przygotować, aby w możliwie największym stopniu zabezpieczyć się przed przykrymi niespodziankami.
Bowiem wielu trudności można zwyczajnie uniknąć. Mniej też człowiek się boi, jeśli czuje, że w miarę kontroluje sytuację.
Przecież porządny żołnierz perfekcyjnie przygotowuje się do każdej misji.
Wtedy maksymalnie zwiększa się prawdopodobieństwo jej powodzenia.

Do ciąży przygotowywałam się już długo przed.
Dokładne przebadanie ginekologiczne. Badania ogólne. Wyjaśnienie wszelkich, najmniejszych nawet dolegliwości, aby nie było niespodzianek, gdy bobas będzie już w brzuchu.
W końcu maksymalne przygotowanie ciała. Siły, elastyczności, kondycji. Wzmocnienie mięśni brzucha, mięśni przykręgosłupowych i wszystkich innych. Trenowałam intensywnie i zaciekle co drugi dzień.
Jak żołnierz.
Jak bokser przed walką.
Dzięki temu teraz zbieram żniwa tamtej pracy. Ta ciąża jest nieporównywalnie lepsza od poprzedniej. Moje ciało znacznie łatwiej ją znosi. Mimo, że jestem cztery lata starsza...

Teraz tak samo zaciekle przygotowuję się do przyjścia na świat mojego dziecka. Mając doświadczenie, wiem na co powinnam zwrócić szczególną uwagę.

Poród.
Mam poważny uraz na psychice, to już wiecie. Nie wyobrażam sobie dokonać tego jeszcze raz. Po prostu nie i koniec.
Ale.
Nie ominie mnie to.
Dlatego podjęłam rozmowy z lekarzem o cesarskim cięciu. Opowiedziałam o swoich obawach. Doktor wie też, jak wyglądał mój pierwszy poród, jakie wystąpiły powikłania. Zapewnił mnie, że będzie miał to na uwadze, podejmując ostateczna decyzję o drodze rozwiązania.
Podejmie ją jutro.
Niezależnie od tego, jaka ona będzie, już kilka miesięcy temu znalazłam sobie prywatną położna.
Jest to położna - legenda. Na porodach zęby zjadła. Posiada ogromne doświadczenie. Kobieta z jajami, polecana przez wiele moich znajomych.
Będzie przy mnie niezależnie od drogi rozwiązania. Zostanie przy nas dwanaście godzin po. Pomoże nam, aby pierwsze godziny po narodzinach synka były możliwie najbardziej komfortowe, ludzkie, zgodne z naturą...

Spakowałam już torbę do szpitala.
A w zasadzie walizkę...
Kupiłam sobie normalne koszule nocne w Kappahlu, tyle że rozpinane. Mam wrażenie, że to pozwoli oddalić uczucie bycia POŁOŻNICĄ;-) Super bawełna i jeszcze lepsza cena. Za dwie dostałam rabat i wyszło jeszcze taniej niż na stronie

Kupiłam też dwa absolutnie cudne i kobiece biustonosze do karmienia marki Alles. Pięknie utrzymują biust, który wygląda w nich kobieco i ponętnie. Są miękkie i bardzo wygodne, idealnie skrojone. Bo kto powiedział, że bufet należy umieścić w bezkształtnym, bawełnianym namiocie? No kto?
Kupiłam sobie też podpaski maxi ze skrzydełkami, zamiast gównianych wkładów poporodowych, które odparzały mi pozszywane krocze poprzednim razem.  Podpaski są dużo bardziej komfortowe i spokojnie dają radę, bo ze względów higienicznych jedne i drugie należy często wymieniać.

Spakowałam sobie do szpitala też własne podkłady poporodowe na prześcieradło, aby uniknąć leżenia na plamach krwi. Z wymianą pościeli bywa różnie...

Biorę ze sobą także laktator Canpol. Elektryczny. Z funkcją pobudzania laktacji, w razie trudności z jej rozpoczęciem po cesarskim cięciu. Poprzednio mieliśmy ręczny Medeli. Zajechać się można było.
Nigdy więcej!

W razie gdyby znów trafił nam się synek - wrażliwiec, uzbroiłam się po zęby.
Najlepsze na rynku otulacze do ścisłego owijania w kokon, aby było ciasno jak w brzuszku.


Bawełniana, tkana, miękka chusta do noszenia noworodka, aby wedle jego życzenia zawsze mieć go blisko, ale z wolnymi od trzymania rękoma. Trzymasz, tulisz, kołyszesz ryksę, a przy okazji robisz siku, gotujesz zupę, prasujesz. Wybrałam markę Little Frog

Poduszka klin do łóżeczka, aby do usypiania, bez lęku kłaść niemowlaczka w pozycji na boku, lub brzuszku - czytaj pozycji, która daje noworodkom największe poczucie bezpieczeństwa. Kupiłam ją na allegro, zwracając uwagę, aby w gąbce były dodatkowo otwory wentylujące, poszewka była bawełniana. KLIK

Leżaczek bujaczek z funkcją huśtania zakupię w najbliższym czasie. Tu chyba wszelka rekomendacja będzie zbyteczna. Niemowlaki uwielbiają się bujać, kołysać. Ale ile matka może lulać bobasa w ramionach? No ile. Dzień? Dwa? Siedem? Bujaczek jest zakupem pierwszej potrzeby.

W końcu SZUMIŚ. Genialny wynalazek. Wyręcza suszarki, okapy, odkurzacze oraz szuszujących rodziców...

Aaaa, no i przygotowałam także zapasy żywności ;-)
Aby mój pierwszy syn miał codziennie ciepły obiad, niezależnie od nastrojów naszego niemowlaczka, przygotowałam sobie zapasy gotowych obiadów. Mam pomrożone gołąbki, kotlety mielone, schabowe, pulpeciki w sosie, pierogi ruskie. Zbierałam je od jakiegoś czasu, gotując na obiady większe ilości

Ufff, to chyba tyle.
Oczywiście rozpoczęłam przy tym proces afirmacji, więc zapewne tym razem Pan Bóg nas oszczędzi i podaruje nam synka, który będzie spał, jadł, robił kupkę i tyle.
Ale - dobry żołnierz to ten przygotowany na wszelkie ewentualności ;-)


16 komentarzy:

  1. Nooo, to mi się podoba :) Jesteś gotowa :)
    Moja położna była z nami 10godzin po porodzie (cc) i to naprawdę mega komfort. Czułam się po prostu spokojna. Spionizowała mnie, pomogła w przystawianiu do piersi córci, żadnych powtarzających się pytań w stylu: "Robiła już pani siku", bo byliśmy tylko my:ja, mąż, córcia i nasza najwspanialsza ciocia Dorotka, jak Ją później nazywaliśmy, bo przyjeżdżała do nas także na wizyty patronażowe... Tego mi zabrakło przy pierwszym cc.
    Wiem, oczywiście wiem, że to spory wydatek, ale gdyby nie było mnie stać, żeby jednorazowo wydać taką kwotę, to
    odkładałabym na to całą ciążę.

    Ps. W obiadki też się zaopatrzyłam wcześniej- to niesamowite jakie lekcje wyciągamy po pierwszym dziecku :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Antek jest w pełni odkładalny. Zasypia najlepiej w kuchni jak zmywam. Tośki nie szło odłożyć ani na chwilę. Mam teorię, że drugie dziecko wie, że jest drugie i czas mamy jest podzielony na nie i na starszaka... ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podpisuje sie pod tym rekami i nogami! :-)
      Jaka to ulga, ze tak jest...
      Pozdrawiam
      Agnieszka

      Usuń
  3. Podziwiam za mrożone gołąbki, kotlety i inne... U nas na poczatku poszły w ruch pizze na telefon, frytki z majonezem i inne cuda, które mama karmiąca powinna omijać szerokim łukiem. no cóż :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny blog, zapraszam do siebie http://kaszka-z-mlekiem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow! Podziwiam! Ja właśnie wczoraj odkryłam ze zostało tylko dziesięć tygodni a ja nie mam prawie nic ;) i ponieważ chłopiec należał do dzieci " mleczko, kupka i spac " to zaczynam sie obawiać , ze panienka da mi teraz popalić ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fju, fju - no to jesteś przygotowana! Możesz rodzić. ;))
    Jeśli o położną się rozchodzi to na prawdę strzał w dziesiątkę! O ile człowiek spokojniejszy kiedy ma przy sobie takiego anioła. :)

    Julia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Super! :D Z takim nastawieniem na pewno będzie dobrze :) I ta wyprawka! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super! :) Cieszę się, że już się pewniej czujesz. Z takim nastawieniem na pewno będzie dobrze. I ta wyprawka! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. PIękna mamusia, śliczny Synek!! Cudowna rodzinka. :) Zapraszam do siebie, my dopiero zaczynamy przygodę pisaniem http://kaszka-z-mlekiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. będzie dobrze, a mi po czytaniu ciebie i uwzględniając, że twój poród to przebieg podobnie jak mój i wiem o jakim urazie psychicznym mówisz, uważam, że znajdziesz w sobie siły na SN :) I tym razem będziesz miała cud. Wierzę w to, bo na to zasługujesz.

    OdpowiedzUsuń
  11. Martuś - ja miałam CC i chciałabym Cię pocieszyć że nie miałam najmniejszego problemu po cc z pokarmem (oczywiście zdaję sobie sprawę że to indywidualna rzecz). Po CC byłam na ketonalu 2 dni (mam tak niski poziom bólu że bez niego bym się nie podniosła) na trzecią dobę już było na tyle dobrze że brałam tylko coś lekkiego przy czym można karmić i bez problemu zaczęłam na trzecią dobę karmić :) Także głowa do góry. U mnie w szpitalu źle patrzyli na laktator i nie chcieli podawać dziecku pokarmu odciągniętego ale u nas był ten problem że nie było gdzie wyparzyć laktatora w szpitalu a może to była zła wola położnych.... Dowiedz się jak to u Ciebie wygląda w szpitalu. Pozdrawiam i życzę spokojnego rozwiązania. Asia mama Filipa

    OdpowiedzUsuń
  12. Widać, że wszystko jest gotowe. Powodzenia, oby wszystko przebiegło dobrze. Trzymam za Was kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jezeli chodzi o cesarkę,to radziłabym kupić te brzydkie jednorazowe majtasy,bo przylegające do ciała bawełniane strasznie uwierają ranę na nad wzgórkiem łonowym.Mama po dwóch nieplanowanych cesarkach

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli chodzi o to jak wygląda pobyt w szpitalu, na co się przygotować, jakie decyzje będziemy podejmować i jakie prawa nam przyszługują to polecam: http://szczepienie.blogspot.com/p/instrukcja-przetrwania-w-polskiej.html

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.