czwartek, 18 kwietnia 2013

Jestem złaaaaaaaa! Mów mi ZOŁZA!

19:04.
Usiłuję wejść do domu. Z całym majdanem i wyjącym dwulatkiem, który powtarza z uporem maniaka - Dzieci! Dzieci! Dzieci! Łeeeeeee!
Torba na ramieniu jest wypełniona po brzegi. Waży chyba z sześćdziesiąt kilo.
Jak wielbłąd!
Czuję się jak pieprz.....y wielbłąd!
Cholera jasna!
A pęcherz zaraz mi pęknie.
Kiedy to ja ostatni raz w ogóle...?
Nie no, żeby nie mieć czasu na siku?!
Wtaczamy się do domu.
A Ten leży.
No tak. Wrócił i leży. Niektórzy to sobie poleżą.
Cholera jasna.
Za pół godziny mamy wyjść na rowery, a Ten leży.
Jasne.
- Zdejmij mu buty na wycieraczce. I tam wysyp piasek!
Zdejmuje. Wysypuje.
Ja zdejmuję swoje. Resztki piachu wysypują się na podłogę.
Ubieram klapki. Idę do kuchni.

F....ck!
Jaki tu syf. Nie, no zwariuję! Nie mógł pochować do zmywarki nawet!
Oczywiście, że nie mógł!
Musiał sobie poleżeć.
Po pracy!
A ja?! Kiedy to ja sobie poleżę po pracy?!
Bo nie przypominam sobie, czy w ogóle leżałam kiedyś po pracy.
Na bank nie!
Chowam naczynia do zmywarki, wycieram blaty.

Idę do łazienki.
Siadam na sedes.
Ja pier......le! Ten to zawsze musi nawciskać do tego kosza, tak że się wysypuje. Jeszcze rano się nie wysypywało, ale wystarczy, że naupychał swoje wielgachne spodnie i dwa wielgachne tiszerty i już miejsca nie ma. Musiało TO takie wielkie urosnąć?!
Wychodzę.
Pod nogami czuję chrzęszczenie.
Nie nawidzę tego!
Piach pod stopami, w domu doprowadza mnie do pasji!
Cztery kroki później czuję, że zaraz TRAFI MNIE SZLAG.
Pieprz.....na piaskownica!
Nie pójdziemy tam już.
NIGDY! Nie nawidzę jej!
Nie dość, że Synu przez nią i te wszystkie dzieci i cały ten cholerny plac zabaw rozbestwił się jak dziki wół...
Nie dość, że człowiek umiera tam z nudów, bo ile można siedzieć i robić cholerne babki...
To jeszcze potem ta wszechogarniająca masakra piaskowa w domu.
Nie! Nie pójdziemy i już!
Wyjmuję odkurzacz.
A Ten - leży.
Oczywiście, że leży.
Po pracy przecież jest!
Wduszam przycisk.
Odkurzacz zaczyna wyć.
A ja - nerwowo odurzać.
Nie zdążę no!
Teść ma przyjść do małego za siedem minut, a tu taki sajgon. Chyba umrę ze wstydu.
Nie no zaraz eksploduję.
Przysięgam, że wystrzelę w kosmos i rozpadnę się na milion kawałków.
Ciągnę z impetem za rurę, aby odkurzacz się przesunął.
Synu najeżdża nań swoim dużym autem. Zaciskam zęby i posyłam mu ostrzegawcze spojrzenie.
Nie, mamusia nie będzie się teraz bawić.
Mamusia jest złaaaaaaaaaaaa!
Kończę.
Chowam odkurzacz.
Wchodzę do sypialni.
Mały pokłada się na łóżku.
A co to tutaj...?
F......ck!
Wraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
Piach!
Cała tona piachu, którą mój pierworodny wytrzepał z kieszeni i innych zakamarków w spodniach.
Nosz ku..............!
Wyjmuję odkurzacz.
Ciągnę do sypialni.
Odkurzam z zaciśniętymi zębami.
Chowam odkurzacz.
Wchodzi dziadek.
Uffffff. Zdążyłam.
Wychodzimy.
Milczę.
Wchodzimy do auta.
Milczę.
Ruszamy.
- I co teraz tak milczeć będziesz?
Milczę.
- Haloooooo.
- Tak. Będę milczeć bo jestem zła!
- Dlaczego?
- Proszę Cię. Najlepiej się do mnie w ogóle nie odzywaj.
Wchodzimy do fitness klubu.
Biorę kluczyk od szatni. przebieram się. O, dziewczyny już są.
Wsiadam na rower...
On z tyłu. Widzę go w lustrze. Leniwiec piep.......ny.
Startujemy....


Wychodzimy z klubu.
- Kochanie ale byłeś dzielny. Tylko nie możesz tak unosić ramion podczas jazdy. Musisz się prostować, bo będą bolały Cię plecy.
Nie bolą Cię? Kupiłam dzisiaj taki dobry chlebek, wiesz? Taki prawdziwy, na zakwasie. Specjalnie dla Ciebie...



28 komentarzy:

  1. Kochana, jak ja Cie rozumiem to Ty nawet sobie tego nie wyobrazasz :)
    Tez czuje, ze gdy dam upust swoim emocjom jest mi lepiej... w przeciwnym razie wrednota jestem straszna. Ale jak tu nie byc wrednota, kiedy widzi sie leniwca.... No jak? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - no jak?!Hahahahaha!A zwłaszcza, gdy jest się Zołzą;-P

      Usuń
  2. Ojej skąd ja to znam;p I nawet aktualnie jestem w podobnym nastroju :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjjjjj, to życzę dużego wysiłku fizycznego.To zawsze pomaga na nerwy;-)ZAWSZE!

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. :p o tak!
      W wolnej chwili zapraszam do zabawy - nominowałam m.in. Ciebie :)
      http://newlife-newlove-newme.blogspot.com/2013/04/mia-nominacja.html#more

      Usuń
  4. Jeśli te rowerki faktycznie tak działają, to ja poproszę karnet,albo od razu jeden egzemplarz do domu :)
    Zapraszam do siebie, w trochę podobnym klimacie tekst :)
    http://mama2c.blogspot.com/2013/04/kryzys.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Działają!!!Zawsze!!!Z resztą każdy intensywny wysiłek bardzo pomaga;-)

      Usuń
  5. A ja myślałam, że tylko u mnie tak jest;);););)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To raczej ja myślałam, ze tylko u mnie...Ale jak u Ciebie też, to znacznie mi raźniej;-P

      Usuń
  6. Ale wiesz ze swiat by sie nie zawalil jakbys zostawila ten Piasek lub POWIEDZIALA LUBEMU CO MA ZROBIC :) ALE ZNAM TO ROBIE TAK SAMO :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że wiem kochana...Ale w momencie, gdy głos zabierają emocje...Rozum nie jest w stanie się przebić;-P

      Usuń
  7. Życie :) Czasem też mam taki dzień i wszystko mnie wkurza... Teraz najchętniej poszłabym sobie do piwnicy sprzątać aby tam w ciszy i spokoju sobie odpocząć ;) Sąsiedzi jednak mogliby pomyśleć, że oszalałam :|

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasem, gdy jestem zła z innego powodu, niż bałagan to sprzątam. I w tedy mam taki błysk, że nawet nie wiem kiedy;-P

      Usuń
  8. A znasz to?: "ale jestem zmęczony, nawet 5 minut nie miałem żeby dzisiaj poleżeć" Ja mam dokładnie tak jak Ty...wkurzają mnie koty na podłodze, okruszki na blacie, myśl, że w szafie jest coś niepoukładane, wieczorem nosem się podpieram, ale kuchnię sprzątnę, o piachu nawet nie wspomnę...Cholerna potrzeba kontroli. Tylko, że to nie nasi faceci mają problem. Ja im wręcz zazdroszczę, że potrafią tak bezproblemowo dbać o swoją równowagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak...wiem, wiem...Tylko, że gdyby wszyscy mieli na wszystko wywalone, to mieszkalibyśmy w melinie, a nie domu. Zatem ktoś wywalone mieć nie może...Tylko dlaczego zawsze to jest kobieta;-(

      Usuń
  9. Okruszki na blacie, przez jedną noc pozostawione naczynia lub skarpetki na krześle o godzinę dłużej to jeszcze nie melina. Poza tym to nie zawsze jest kobieta. Gdy rodziłam Kamila w pokoju była dziewczyna, która delikatnie mówiąc nie stresowała się bałaganem, za to jej facet potrafił ustawiać jej soczki i wody w kolejności od najniższej do najwyższej butelki. Szkoda mi jej było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sensie ZAWSZE kobieta, miałam na myśli zawsze ja;-P
      Wiem, że w przyrodzie są wyjątki. A z takim mężem, jak opisujesz, to ja chyba bym się świetnie dogadała;-p
      Byłby moim idolem;-P Hahaha!
      A wracając do określenia przez jedną noc lub godzinę dłużej, to mój Maciuś nie zna takich określeń.On by je przedłużał w nieskończonośc. A "przez noc" nigdy by się nie skończyło...I i tak ja musiałabym to sprzątnąć...

      Usuń
  10. Ahahahaha! Skąd ja to znam?!?!

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.