poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Matka widzi więcej.

Mam wrażenie, że odkąd zostałam mamą, jakieś okropne bielmo spadło z moich oczu.
Ów proces zdrowienia rozpoczął się już w ciąży, a "matczyne widzenie" zaostrza się stale coraz bardziej.

Jako mama dostrzegłam w końcu jakie są priorytety w życiu.
Dostrzegłam w czym tkwi szczęście.
Mało tego - codziennie widzę te mieniące się iskierki szczęścia w drobnych codziennych sprawach.
We wspólnym porannym garowaniu w łóżku.
W całowaniu dziecięcego brzuszka podczas ubierania.
W zakupach na targowisku, gdzie marchewka smakuje prawdziwą marchewką, a pomidor pachnie prawdziwym pomidorem.
W bratkach wiosennych kupionych za złoty pięćdziesiąt.
W zapachu dziecięcych włosków.
W promyku słońca na twarzy.

I gdy pomyślę o tym, jak wyglądało moje życie dotychczas, żal mi siebie.
Co ja sobie właściwie wtedy myślałam?
Gdzie ja miałam głowę?!
Oczy?!

Ostatnio zadzwoniła do mnie przyjaciółka.
Późny poranek.
Przyjaciółka rozpoczęła drugi trymestr ciąży.
Po pierwszych kilku sekundach dowiedziałam się, że była na miejskim targu, kupiła sobie niemiecki płyn do płukania prania, więc będzie jej pachniało w całym domu...
Kupiła też wiosenne kwiatki od takiej biednej babuni, którą z radości wycałowała po starych dłoniach.

Gdy Ona pełna radości mówiła zaaferowana, ja uśmiechałam się w duchu, bo oto własnie byłam świadkiem, jak przyszła mama zaczyna widzieć więcej.

A jeszcze niedawno jej pierwsze słowa podczas każdej naszej rozmowy mówiły tylko o tym, jak jest ciężko w pracy. Że w pracy dyrektorka znowu kazała... Że ona już się nie wyrabia... Że ile można... Że ona chyba w końcu się wykończy...
Praca. Praca. Praca.

Nie było Tej radości. Nie było "tego czegoś".

Ale gdy się zostaje matką, nie tylko widzi się inaczej pospolitą codzienność.
Inaczej widzi się także zło.
Więcej się go widzi.
Inaczej widzi się krzywdę.
Cierpienie widzi się na każdym praktycznie kroku.
W sytuacjach, których przez przed matczyny pęd, człowiek nawet nie zauważył.
Widzi się je w kasjerce w dyskoncie w niedzielne popołudnie.
W żebraku na parkingu.
W babuleńce, która sprzedaje kwiaty ze swojego ogródka i malutkie główki czosnku na targowisku po prostu, żeby przeżyć.
W dziadziusiu, który spaceruje w samotności i który co tydzień na tej samej mszy modli się, żeby Pan już go do siebie zabrał.
W innej matce, która w mroźny, wczesny poranek stoi z głębokim wózkiem na przystanku autobusowym.
Lub tej, która przed laty pochowała swoje niemowlę.
Ja widzę w niej cierpienie do dzisiaj.
Mimo, że tak skrzętnie je skrywa.

Jakiś czas temu byłam na pogrzebie.
No pogrzeb - ktoś by powiedział.
Przykra sprawa.
Szkoda zmarłej.
Mogła jeszcze pożyć.
Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie.
Kaplica.
Miesięcznie tłumy żywych żegnają w niej tłumy zmarłych.
Stałam w tym tłumie.
Z różańcem w ręku, a łzy kapały mi po policzkach.
Bo widziałam...
Widziałam więcej, niż swój tylko żal.
Jako matka widziałam rozstanie.
Widziałam rozstanie matki z synem.
Dorosły, twardy facet żegnał swoją mamę.
Nie widziałam jego łez.
Widziałam zaciśnięte zęby.
Widziałam krwawiące serce.
Widziałam małego chłopca...
Widziałam, jak śmierć rozrywa najsilniejszą z możliwych więzi.
Więź matki z dzieckiem...
Widziałam.







27 komentarzy:

  1. Przeczytałam cały wpis. W połowie łzy płynęły mi po policzkach. Masz rację. Matka widzi, czuje więcej.
    Pozdrawiam słonecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zawsze przy TAKICH Twoich wpisach rycze jak bóbr........

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dziękuję Ci za ten tekst. Wzruszyłam się czytając go, bo czuję to wszystko podobnie. Miłość otwiera oczy, zagęszcza rzeczywistość uważnością, ukochaniem tych bezcennych szczegółów na pozór zwyczajnych, ale w których kryje się esencja życia. Mam wrażenie, że miłość, do dziecka, ale nie tylko, sprawia, że nasze zmysły są wrażliwsze dzięki swego rodzaju wewnętrznemu zmysłowi kochania - to pomidor pachnie inaczej, to śpiew ptaków wydaje się donioślejszy, itd :)
    Pozdrawiam, życząc dobrego tygodnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja bardzo dziękuję Ci za tak wyjątkowy komentarz...Dokończyłaś moje myśli. I do tego tak cudownymi słowami...
      Ściskam Cię ciepło...I również życzę miłego tygodnia;-)

      Usuń
  4. Radość - to właśnie to! To że potrafimy dostrzegać szczęście w najmniejszych bzdetach. Zgadzam się w 100% :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;-)A ile radości dają takie pozytywne komentarze;-)

      Usuń
  5. Macierzyństwo jest niewyobrażalnie piękne...

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie ubrane w słowa, to co widzimy my... Mamy.

    OdpowiedzUsuń
  7. jaki wspaniały komentarz powyżej...bo to miłość otwiera oczy!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kobieto, znowu przez Ciebie ryczę jak bóbr! Przepięknie ubierasz myśli w słowa:*

    OdpowiedzUsuń
  9. Też się popłakałam. Przypomniał mi się mój tata, żegnający swoją mamę. I mój ojczym, żegnający swoją mamę. Silni, dorośli mężczyźni. Też zobaczyłam w nich chłopców. Takich jak moi synowie. Tak jak w komentarzu powyżej: miłość otwiera oczy, uczy nas, co jest najważniejsze. Dla mnie było to najlepsze sito. Wszystkie bzdury zostały w przeszłości i nie zakłócają już niczego. Ale ta miłość macierzyńska mnie również nauczyła inaczej widzieć i inaczej kochać swoich rodziców. Myślę, że lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - tak jak nasi synowie...Dopiero, kiedy człowiek poczuje smak pewnych emocji, jest w stanie tak prawdziwie zrozumieć...I w kwestii rodziców, zgadzam się z Tobą w zupełności. Mnie też macierzyństwo pomogło...Ściskam Cię ciepło!

      Usuń
  10. Cokolwiek napiszę - będzie za mało; nie tak.
    Pięknie i wzruszająco...
    Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  11. Pięknie napisane... I co najważniejsze - znowu trafnie ubrane w słowa to co się czuje a nie zawsze umie się nazwać, opisać... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się...Dziękuję Ci za przemiły komentarz...

      Usuń
  12. Kiedy kobieta zostaje mamą wchodzi na inny wymiar wrażliwości... Według mnie to najpiękniejsze co może nam się w życiu zdarzyć-macierzyństwo,ze wszystkim blaskami i cieniami. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. To prawda, wraz z pojawieniem się dwóch kresek na teście zyskuje się inny wymiar świadomości...bo myśli krążą wokół innych już spraw, a jak myśli krążą to i serce zaczyna też się tam panoszyć. Ja uwielbiam to postrzeganie 3 D i czasami żal mi tego płaskiego widzenia przeszłości. Ale teraz jest czas, aby to nadrobić. Byli ostatnio u nas znajomi w ciąży. Ona przerażona ogromem przygotować, on zapracowany, zmęczony. Musieliśmy ich zostawić, aby kolejną już noc przenieś Kubusia do naszego łóżka, a Kamilka, aby miał spokój do jego łóżeczka. Usłyszałam komentarz: to chyba nie jest dobre wychowawczo. Tylko, że ja już nie patrzę na świat wychowawczo. Patrzę miłością.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ty mnie zawsze potrafisz rozwalić...jak nie chlipię ze wzruszenia to ze śmiechu i na odwrót i tak w kółko :D Zacna umiejętność. Doceniam, kłaniam się i upraszam o jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Martuśko Droga!
    Może zauważyłaś, że zostawiłam komentarze gdzieniegdzie na Twoim blogu. Teraz muszę zostawić Ci coś większego. Otóż od zeszłego tygodnia, każdego dnia, czytałam Twoje zapiski. Przeczytałam od samego początku do końca. Zaglądnęłam tu przez przypadek - ktoś z moich znajomych opublikował linka na FB. Zajrzałam i utonęłam. Przyznaję się, że podczytuję ukradkiem w pracy i to godzinami! Z żalem dotarłam do najnowszych wpisów, będę za tym czytaniem tęsknić, jak za dobrą książką kiedy się skończy. Tyle bym Ci chciała powiedzieć, co sobie myślałam i co czułam czytając. I podziw i zazdrość i wspólnotę taką duchową. Czasami wydawało mi się, że wyrywasz myśli i emocje prosto z mojego serca! Mam w głowie Twój obraz - naprawdę dobrej pisarki (uwielbiam Twój styl i język), super babki, wspaniałej żony, uroczej córki i siotry,a przede wszystkim przecudnej mamy. Wrażliwej, ciepłej, troskliwej... Kurczę chciałabym mieć własne wydawnictwo i drukować takie blogi jak Twój, żeby trafiały do innych mam i nie-mam :)
    Być może kiedyś się przypadkiem spotkamy, bo jesteśmy z jednego miasta. Naoglądałam się Waszych pięknych zdjęć, więc na pewno Cię rozpoznam i przysięgam, że podejdę i osobiście Ci tego bloga pogratuluję :)
    Ściskam i pozdrawiam - Również Mamuśka, również Martuśka, też z ZG i także po filologii polskiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. No i się wzruszyłam!
    Dziękuję
    HAART

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.