sobota, 6 kwietnia 2013

Żeby tak mieć żonę...



Odwiedziłyśmy niedawno z moją siostrą naszą bliską koleżankę.
Cuuudowna jest...
Mama dwójki dzieciaczków, w tym miesięcznego chłopczyka.
Dom pachniał "pieczonym".
Nie zdążyłyśmy usiąść, a już na stole czekały na nas "kieszonki z ciasta francuskiego".
Pyyyyyszne!
Od razu babskie pitu pitu. Z czego, jak, gdzie... A pomidorki suszone, że najlepsze takie i takie... A że sałatka z rukoli taka pyszna. A jaka? A z pestkami dyni i szynką...

I taka była cudna w tym opowiadaniu ta koleżanka.
Taka energetyczna...
No wiecie, taka że słuchasz i od razu też tak chcesz.

I wtedy padło spontaniczne pytanie, czy nie chciałaby być moją żoną?
Buhahahaha, ale się rozchichrałyśmy. Wszystkie trzy.

Wróciłam do domu. Zrobiłam obiad. Mielone. Bo bardzo lubi. Zjedliśmy. Ubrałam Syncia.
Zapakowałam w wózek.
Bożesz, jak ciężko się go pcha jakoś.
Utył tak, czy co?;-)
W trakcie potrajkotałam przez telefon z przyjaciółką.
Ufff, po dwudziestu minutach szybkiego marszu, doszliśmy do marketu.
Zrobiłam zakupy.
Zabachutałam Małego i z powrotem.
Dotarliśmy do domu.
Kurczę, jednak kawałek jest...
Dobra, wszyscy jesteśmy. Synek, zakupy...
I ja.
Rozbieranie.

Kuchnia.
W co tu ręce włożyć. Dobrze, może zacznę od tych klopsików, co planowałam, przy okazji mielonych ugotować.
Klopsiki bulgocą.
No to teraz naczynia.
Sterta urosła potężna.
Chowając coś do lodówki doszłam do wniosku, że chyba najwyższa pora, żeby wyrzucić świąteczne resztki.
Przy tej okazji spadł mi sos pomidorowy i przyjął postać  malowniczej plamy na podłodze.
Trudno, trzeba umyć.
I kiedy tak szorowałam podłogę, znów wróciła ta myśl: jak cudnie byłoby mieć żonę.
Żonę, co o wszystkim pamięta.
Żonę co zrobi pranie, zapanuje nad porannym nieporządkiem.
Żonę co uprzątnie resztki z lodówki.
Żonę, co ugotuje obiadek...
Pyszne kieszonki takie.
Własnie dla mnie.
Żonę co umyje wyciskacz do czosnku, bo przecież nikt tego nie lubi.
Żonę co widzi, więcej niż inni...
Że podłoga już brudna, że pies głodny, że z kosza na pranie się wysypuje, że kwiaty podsychają, że pod komoda też odkurzyć trzeba, że toaleta woła o wyczyszczenie i zlew też, że dziecku koza sucha w nosie furkocze, w uszach miodek się zebrał, a dziecięcy paznokieć co najmniej już nie wyjściowy...

Hehhhhhhhhhh.
Wypłukałam szmatę.
Wykręciłam.
I dalej wycieram.
A myśli płyną...
Że jak żona to i mąż...
A więc, to ja bym tym mężem być miała.
I po bułki świeże rano, przed pracą biegać. I do piwnicy schodzić, żeby znosić i wynosić. I zakupy z auta targać. I z psem kilka razy dziennie, deszcz, czy nie deszcz wychodzić...
I gdy się czegoś ze sklepu zapomni, na jednej nodze lecieć...
I śmieci, przeładowane czasem na maksa wynosić...
I przy przeprowadzkach dźwigać.
I przy remontach domowych tyrać, meble skręcać, kontakty montować i żyrandole, choć taki strach...
I zrzędzenia wysłuchiwać...
I martwić się i kombinować stale skąd tę kaskę do domu przynieść, żeby było na chlebek, szyneczkę, pieluszki, ciuszki i inne niezbędne dziecku memu i żonie rzeczy... I język trzymać za zębami, gdy butów kolejna para się pojawi...

Hehhhhhhhhhh.
Wypłukałam szmatę.
Wykręciłam.
Powiesiłam.
I zabrałam się za te kieszonki z ciasta francuskiego dla mojego kochanego męża...
Na pewno będą mu smakowały ;-P


30 komentarzy:

  1. Bosko to ujęłaś :) Coś jednak faktycznie w tym jest, ze faceci jednak też łatwo nie mają ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, czytałam posta z ciekawością, cóż takiego piszesz :) Jestem zachwycona wnioskiem! Bo dobrze jest tak, jak jest: my- żony, oni- mężowie. Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  3. :) heh... czasem tak jest, że nie doceniamy i same niedoceniane się czujemy :) Pozdrawiam z "herbacianego świata".

    OdpowiedzUsuń
  4. Rewelacyjny wpis!! Jakbym o sobie czytała :) I tak sobie myślę, że choć mój mąż jest fajny, to i żona by mi się przydała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie już o tym myślałam - dwie żony + mąż...Ale zazdrość by mnie żarła;-P

      Usuń
  5. Ja nie wiem czy cos u Ciebie juz kiedys komentowalam?ale swietna jestes:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zdarzyły się już miłe słowa;-)
      Dziękuję i tym razem. Ściskam;-P

      Usuń
  6. BOSKI POST !!!!!! No rewelacja:)!
    Hehhhhh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki kochana!Takie słowa z ust takiego autorytetu niedoścignionego to prawdziwa uczta o poranku;-)

      Usuń
  7. Poligamia Ci się marzy? :) Fajny post.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie poligamia nieeeee, bo z zazdrości bym umarła;-)
      To już chyba wolę rodzinę wielopokoleniową;-)

      Usuń
  8. i ja taką żonę chętnie bym przygarnęła

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny post ;) Kolejny który czytam z uśmiechem na twarzy ;) Mądre, zarazem zabawne i co najważniejsze z przekazem !

    Pozdrawiam,
    Mika

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie piszesz:)
    http://www.fashionable.com.pl/

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajny wpis. Też by nam się przydała żona. Albo lepiej: służba damsko-męska ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak!Służba to byłoby stanowczo najlepsze rozwiązanie;-)

      Usuń
  12. To ja muszę dać mojemu Małżowi Twoją listę do odhaczania... dostrzegam kilka braków :D

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.