wtorek, 28 maja 2013

Jak urodzić po ludzku?

Każda z nas - matek nosi w sobie własną historię związaną z porodem.
Jaki by on nie był, stanowi kluczowe, najważniejsze i absolutnie metafizyczne przeżycie w życiu kobiety.
O porodach baby mogą gadać godzinami i zawsze rozmowa tak pełna jest emocji i... przerażenia dla słuchającej "nierodzącej" ;-)
Odnoszę przykre wrażenie, że większość porodów została poprowadzona nieumiejętnie, a kobiety narażone były na niepotrzebne, przedłużające się cierpienie, zupełnie bezowocne, któremu można było zapobiec.
Oczywiście bywają też te kobietki - szczęściary, których inne słuchają z zazdrością mieszającą się niedowierzaniem. Bo One urodziły szybko i sprawnie...I twierdzą, że poród to nic takiego i mogłyby rodzić codziennie...
Tylko ile jest takich kobiet?
O ilu takich porodach słyszałyście?
Wśród pierworódek...
Na dziesięć...
O dwóch?...

Służba zdrowia jaka jest - każdy wie. Porodówki nieco się zmieniły...
Niestety ciągle daleko nam do porodówek zza oceanu.
Ciągle mało gdzie dostępne jest znieczulenie na życzenie.
Ciągle stanowczo za mało jest sal komercyjnych.
Ciągle na niewielu porodówkach dostępna jest wanna do rodzenia w wodzie, a nawet jeśli się zdarzy, to ciężko się na nią załapać...

Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie rozmowa z moją ukochaną przyjaciółką, która właśnie jest na etapie planowania swego porodu.
Kiedy jej słucham, przypomina mi się moja własna przed porodowa świadomość...
A tak bardzo chciałabym, aby uniknęła tego, co ja przeżyłam.
Sytuacja jednak klaruje się nieciekawie...
Oddział położniczy w jej sporym mieście dysponuje jedną salą komercyjną...
Nie ma tam możliwości skorzystania ze znieczulenia...
Ani porodu w wodzie...
Wszystko wskazuje na to, że moja wieloletnia przyjaciółka pojedzie rodzić na tzw. żywioł, licząc (tak, jak ja liczyłam), że trafi na swoją doktor prowadzącą, która w razie komplikacji, zakończy poród sprawnie, nie narażając Jej na przedłużające się cierpienie, a dziecka na niebezpieczeństwo podduszenia czy zniekształcenia...
Przyjaciółka pociesza się dokładnie tak, jak większość z nas się pocieszała, że weźmie tyłek w troki i urodzi,  bo przecież tyle kobiet już rodziło i dały radę...


Nie mogę na to pozwolić...

Kiedy nazajutrz po moim porodzie zadzwoniła moja mama, pierwsze pytanie, jakie jej zadałam brzmiało: "Dlaczego mi nie powiedziałaś, że to będzie TAK wyglądało?!".
Miałam ogromny żal, że nikt mnie nie przestrzegł, że nikt mi nie powiedział, jak można zminimalizować cierpienie... Piłka i masaż kręgosłupa to za mało! Że nikt mi nie wskazał, jak praktycznie zaplanować swój poród, aby odbył się on humanitarnie.
A przecież można urodzić po ludzku...
Dlatego kochane poradźcie.
Poradźcie jak zaplanować poród, aby nie był on kolejnym, koszmarnym porodem w statystykach.
Macie już doświadczenie, wskażcie do i jak byście zmieniły.
Wiadomo - całkowicie nie da się uniknąć bólu...
Ale są z pewnością sposoby, jak w tej koszmarnej służbie zdrowia wywalczyć sobie LUDZKI, HUMANITARNY PORÓD.


52 komentarze:

  1. Miałam poród wywoływany, więc na niewiele rzeczy miałam wpływ (może tylko na to, że w ogóle rodziłam naturalnie, bo chcieli od razu wysłać mnie na cesarkę). Ale o znieczuleniu też mogłam zapomnieć - w szpitalu, w którym rodziłam, nie było nic oprócz Dolarganu, na który reagowałam potwornie.
    W dzisiejszych czasach liczy się nie tyle plan porodu co szczęście - do ludzi, do szpitala i do samego przebiegu porodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie właśnie chodzi o to, aby przestać liczyć tylko na szczęście, a móc wpłynąć na jak największą liczbę czynników. wybrać szpital, lekarza, ewentualnie chociaż położną...

      Usuń
  2. Ja (niestety dla poruszonego tematu, a na szczęście dla nas) jestem jedną z tych 2 szczęściar na 10.
    Podjęłam jedną istotną decyzję. Obejrzałam dwa szpitale. W naszym mieście i w moim rodzinnym.
    Po czym postanowiłam kompletnie przeorganizować swoje życie. Tylko po to, żeby urodzić po ludzku w wysokim standardzie. I była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.
    Co prawda ze znieczuleniem przyszli za późno, więc już zrezygnowałam, żeby nie przedłużać, ale miałam je zagwarantowane .
    Rodziłam w nowej, czystej, ładnej sali z własną łazienką. Nie słysząc krzyków innych kobiet. Wszyscy byli mili, ja w miarę wyluzowana. Sebastian na Świecie po 3 godzinach.
    Miałam super opiekę, przemiłego przystojnego lekarza. I wszystko za darmo.
    Wiem, że nie każdy ma taką możliwość, że nie zawsze jest w czym wybierać, ale warto spróbować i nawet przekombinować trochę, żeby tego wydarzenia nie wspominać jak koszmaru.

    A tym, co mają możliwości rodzić na Dolnym Śląsku, z czystym sercem polecam Szpital Ginekologiczno-Położniczy w Wałbrzychu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie o taki wpis mi chodziło.Czyli jednak mamy na coś wpływ...
      I cieszy mnie, że są kobiety, które zdobywają się na odwagę, aby poszukać czegoś lepszego ciut dalej. I jak widać warto...

      Usuń
  3. Po pierwsze planowanie porodu to dla mnie bzdura. Nie da się zaplanować porodu, bo poród to proces nieprzewidywalny. Nie ma się co oszukiwać, ja pomimo że pod nosem mam szpital z porodówką zdecydowałam się rodzić 120km poza moim miejscem zamieszkania. Rodziłam w państwowym szpitalu, w pojedynczej sali porodowej gdzie Pani anastezjolog przyszła sama i zaproponowała znieczulenie. Oczywiście mając nieprzespaną noc i mordowanie z bólami krzyżowymi mimo wahań zdecydowałam się na znieczulenie zewnątrz oponowe. Do samego urodzenia Córeczki dostałam 4 dawki znieczulenia. Nie czułam bólu tak jakby ktoś wyłączył wtyczkę od prądu. Skurcze parte czułam, wiedziałam kiedy przeć ale BEZ BÓLU. Mój poród nie był lekki i łatwy a mimo to od tego momentu śmiało mówię, że mogę rodzić dalej i wspominam ten najważniejszy moment w życiu wspaniale! Nie oszukiwałam się, nie robiłam sobie nadziei i nie liczyłam na szczęśliwy traf odnośnie porodu. Świadomie zdecydowałam się rodzić daleko i to była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć! Mimo, że rodziłam wspaniale w państwowym szpitalu byłam skłonna rodzić w prywatnej klinice płacąc za poród ze znieczuleniem 1500zł :) Moje szczęście polegało na tym, że na ostatniej wizycie przed porodem Profesor wypisał mi skierowanie na poród do szpitala klinicznego w Białymstoku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W miarę tanio, u mnie w mieście poród w prywatnym szpitalu kosztuje 3000. Są takie dwa szpitale. Ale oprócz tego miałam do wyboru państwowe 4. Wybrałam, a w zasadzie zostałam zmuszona do wybrania jednego konkretnego już na początku ciąży. Szpital z tradycjami, bo sama się w nim urodziłam sporo czasu temu. Nie było w prawdzie oddzielnej sali, nie było wanny, do prysznica trzeba było dojść. Nie przeszkadzało mi to, bo i tak akcja porodowa rozwinęła się nagle, co skończyło się cc. Ale jestem zadowolona z opieki jaką później otoczono mnie i synka. Współczuję kobietom, które nie mogą tak jak my, być zadowolone z porodu...

      Usuń
    2. Czyli jednak da się zaplanować...
      Bo przecież to, że wybierasz taki, a nie inny szpital, że wybierasz możliwość znieczulenia, to już planowanie Niezła Żono. Fakt - w trakcie wynikają pewne sytuacje, na które nie mamy czasem wpływu. Często mają wpływ lekarze, czy położne, ale podejmują błędne decyzje.
      Dlatego idealnie byłoby mieć przy sobie zaufanego - swojego lekarza, dla którego najważniejsze będzie, aby zaoszczędzić nam niepotrzebnego cierpienia...

      Usuń
  4. Niestety nie pomogę - miałam dwie cesarki :|

    OdpowiedzUsuń
  5. Wg mnie podstawa to wlasna połozna ktora bedzie z nami od poczatku porodu po koniec połogu. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam swoją położną... I co? Du - pa! W razie komplikacji położna nie ma na nic wpływu...;-(

      Usuń
    2. Niestety to prawda. Jeśli mamy tylko samą położną to oczywiście jest to olbrzymi komfort, bo zajmuje się tylko nami i robi to, nie oszukujmy się-w sposób zazwyczaj inny, niż przy masówce na zwyczajnym dyżurze... W Szczecinie, w szpitalu na terenie, którego działa ta Fundacja, o której pisałam, lepszą opiekę lekarza mamy niejako w pakiecie wraz z prywatną położną. I to mnie przekonało. Nie możemy zakładać, że wszystko pójdzie sprawnie, naturalnie, bez komplikacji. Oczywiście, tego życzyłabym każdej rodzącej, ale uważam, że akurat w tej kwestii należy przygotować się też na inne scenariusze i zastanowić się CO WTEDY?? W tym kraju lekarze nadal czują się bezkarni i rzeczywiście-tacy niestety są. A w razie nieszczęście (ODPUKAĆ!!!) w najlepszym przypadku usłyszymy, że im przykro, a przeważnie-że przecież komplikacje się zdarzają i że to nie ich wina... Każdej mojej ciężarnej koleżance powtarzam, żeby rozsądnie podeszła do tematu. Nie straszę, ale mówię-weź pod uwagę to i to. Bo to ma być najpiękniejsze wspomnienie w naszym życiu. Osobiście nie chciałabym co roku, w urodziny mojego dziecka, przeżywać raz jeszcze traumy z nieszczęśliwego porodu.
      Pozdrawiam a Przyjaciółce gratuluję takiej Przyjaciółki i życzę szczęśliwego, bezpiecznego i niezapomnianego porodu!

      Usuń
  6. Cóż za zmiany:) pięknie!
    Mnie samą w sierpniu czeka poród, już teraz odczuwam pewne przerażenie, całe szczęście wybrałam szpital, w którym praktyki odbywała moja mama, zna oddziałowych, pielęgniarki, mam nadzieję, że będzie lepiej. Że mój poród nie będzie mi się kojarzył z rzeźnią i niemiłym personelem. Mam nadzieję, że chociaz raz znajomości się przydadzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że Ci się podoba;-)
      Znajomości przydadzą się NA PEWNO!Co ja bym dała, żeby mieć znajomości...

      Usuń
    2. Nic nie dadzą znajomości, jak trafisz na lekarza-pierdołę :/ Wśród bliskich przyjaciółek, mam żonę bardzo publicznej osoby w ZG, która rodziła w naszym szpitalu. I mimo NAZWISKA i ZNAJOMOŚCI praktycznie wszędzie, do dzisiaj (7 miesięcy) walczy z zapaleniami po niedokładnym czyszczeniu :(

      Usuń
  7. Ważne jest wybrać odpowiedni szpital i obejrzeć porodówkę, by być świadomym i spokojniejszym. Mnie największe skurcze pomogło znieść siedzenie w wannie na porodówce i lanie brzucha wodą... To nie wanna do rodzenia w wodzie, a wanna która właśnie ma łagodzić skurcze i odprężać. Osobiście uważam to za rewelację !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wybrałam szpital...Widziałam porodówkę...Miałam swoją położną...Ale wobec komplikacji na nic się to zdało.Marzyłam wtedy, żeby przyszedł mój lekarz i ich wszystkich pozamiatał.

      Usuń
  8. Moja Mama od zawsze powtarza:"Tylko kobieta, ktora urodzila, wie co to bol...". Jak bylam w ciazy to siostra ostrzegala mnie bez konca, ze porod z cudem nic wspolnego nie ma...az w koncu nerwy na nia mialam, bo ile mozna czlowieka straszyc.
    Szlam twardo w myslach powtarzajac:"Ja nie dam rady?A wlasnie ze dam, nie ja pierwsza nie ostatnia!"A potem dane mi bylo sie przekonac...eh.
    Mialam znieczulenie w kregoslup(polecam!), w kroplowce(polecam!), siedzialam w wannie i gdzie sie dalo;)Co nie znaczy ze pomimo tego obylo sie bez trudu. Po dziewieciu godzinach, z czego tylko dwie ostatnie wspominam jako rzeznie(skurcze w polaczeniu ze znieczuleniem sa calkiem przyjemne;))zrobili mi cesarke. Moje Malenstwo mialo wydluzona po porodzie glowke jak ufoludek:(Po paru godzinach mu zeszlo.
    Moj plan porodu przy drugim dziecku: Cesarka i dobrze mi z tym. Za cesarskie ciecie"na zyczenie"+ za wszystkie znieczulenia w Niemczech(gdzie mieszkam)sie nie placi:)pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam takie samo myślenie...Ale wtedy te teksty o cierpieniu wydają się czczym gadaniem...
      Ale zazdroszczę Ci takiej opieki! A w Polsce ciągle Rumunia...

      Usuń
  9. hmmm, dwoje Dzieci rodziłam w Irlandii i przed pierwszym porodem nasłuchałam się, że tu to wygląda taśmowo. Nic bardziej mylnego. Pierwszy wspominam dość hardcorowo, było ciężko, nie miałam siły chodzić, a i Adiego wypychałam prawie godzinę...skończyło się na próżnociągu, załapaniu ode mnie bakterii, moim omdleniu i podaniu tlenu(mi). Kolejne 6dni Adi spędził na oddziale intensywnej terapii(opieki?). Bogu dziękuję za wspaniałe położne, które były przy nas przy porodzie, jak i po. Myślę, że to dzięki nim zupełnie się nie rozpadłam, no i zdecydowaliśmy się na drugie dziecko:)

    Za drugim razem wmówiłam sobie, że choćby nie wiem co- będę się ruszać. No i udało się, na tyle na ile starczyło mi sił- jak już skurcze stały się naprawdę nieznośne z piłki przeniosłam się na korytarz i spacerowałam z Mężem pod pachą. Do wanny też weszłam, ale szybko z niej wyszłam(teraz wiem, że w razie kolejnego porodu- hehe;) -postaram się zmieniać częściej pozycje w wodzie). Na koniec poległam w łóżku i tylko taka pozycja była u mnie do przyjęcia. Nadia zaskoczyła nie tylko nas, ale i położne- kiedy przed chwilą było 4cm, tak po chwili poczułam potrzebe parcia i po 6min była już z nami;)

    Dopiero teraz myślę, że trzeba nastawić się na wszystko- wziąć pod uwagę różne opcje, nie nastawiać się, że urodzę jak pochodzę 5h...i zamiast słuchać swojego ciała i maluszka tuptać na siłę te bite 5h. No i opieka- to jednak jest duuuużo. Na prawdę nie wiem jakbym wspominała swoje porody, gdyby nie te cudowne kobiety(i jeden lekarz), którzy byli z nami. Owszem- nie siedziały cały czas z nami, ale w razie tylko małego sygnału praktycznie od razu stawiały się przy nas:) O znieczuleniach mówiły, ale starały się pokazać i pomóc przy opcjach naturalnego uśmierzania bólu- jednak jak już się na coś zdecydowałam- nie dyskutowały ze mną. Były bardzo pomocne i co mile mnie zaskoczyło- po porodzie jeszcze z nami były, głaskały maleńkie zawiniątko, gratulowały, nie raz przytuliły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuje Ci za ten bardzo konstruktywny komentarz. Mam nadzieję, że da mojej przyjaciółce do myślenia;-P

      Usuń
  10. Oczywiście takie udogodnienia jak poród w wodzie czy kameralna jednoosobowa sala są ważne i pomocne, ale osobiście chciałabym zwrócić uwagę na inną kwestię.
    Sam poród ze Starszą Córcią wspominam jak najlepiej. Po 6latach kiedy przyszło mi rodzić drugą Córeczkę, byłam już tak osłuchana różnych dramatycznych opowieści, utrwalonych jeszcze przez media, nagłaśniające rodzinne tragedie, że wolałam nie ryzykować. Nie zamierzałam powierzać życie mojego dziecka w ręce przypadkowego lekarza i przypadkowej położnej. Wynajęłam prywatną położną i uważam to za najlepszą decyzję w moim życiu, zwłaszcza, że nie wszystko poszło tak jak pójść miało... I nie uważam tego za snobistyczne. Chciałabym mieć świadomość, że każdy lekarz i każda położna to ludzie, którzy zajmą się nami jak najlepiej, uwzględniając wszystko-nasze możliwości fizyczne, psychiczne, nagłe zwroty akcji podczas samego porodu... Tak niestety nie jest i nie oszukujmy się, że lekarze "zlewający" to rzadkość. Oczywiście nie chcę uogólniać i ujmować tym, którzy się starają... Chciałabym także dodać, że mam świadomość tego, iż będąc ubezpieczone i oddające się w ręce naszej służby zdrowia powinno być nam to zagwarantowane jak przysłowiowa psu buda. Czy tak rzeczywiście jest? Wystarczy porozmawiać z każda jedną mamą, która swój poród wspomina źle. I pół biedy jeśli to źle, oznacza tylko humory położnej, a sam poród kończy się pozytywnie-czyli rodzi się żywe, zdrowe dziecko.
    Tak jak pisałam-ja nie ryzykowałam. Koszt prywatnej położnej, z fundacji, która działa na terenie jednego z naszych szczecińskich szpitali to 1200zł. Z czego nie jest jest to kwota, którą w całości pobiera sama położna. Sam szpital także na tym korzysta, więc lekarze także, że tak powiem pracują inaczej przy okazji porodu z taką położną. 1200zł-dla jednych mało, dla innych dużo. Gdyby nie było mnie stać żeby wyłożyć tą kwotę od ręki odkładałabym te pieniądze całą ciążę. Dlaczego? Wystarczyło oglądać wczorajszego "Tomasz Lisa na żywo." Mój poród mógł skończyć się identycznie... oddziały położnicze i porodówki rządzą się w naszym kraju specyficznymi prawami. Z samego Szczecina mogę podać przykład, że jest tu szpital, w którym ordynator uznaje w zasadzie tylko porody naturalne i nawet kobieta,która absolutnie nie ma szans urodzić naturalnie, musi najpierw spróbować, nawet jeśli student pierwszego roku, gołym okiem widziałby, że szans na poród naturalny nie ma żadnych... To nie wyrachowanie nie ryzykować w takim przypadku. Pamiętajmy, że to my potem będziemy wychowywać te dzieci. W razie niedotlenienia (o śmierci dziecka podczas porodu nie chcę nawet wspominać) usłyszymy, że to się przecież zdarza, bo nie oszukujmy się-jesteśmy tylko kolejnym przypadkiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest kropka nad i.
      Mam nadzieję moja Paulinko, że weźmiesz sobie głęboko do przemyślenia te słowa...
      Usłysz kochana, co mówią te kobiety...I podejmij najlepszą decyzję.Ja zrobiłam swoje...;-*

      Usuń
  11. no to ja chyba w takim razie jestem szczęściarą!
    miałam cudowny poród! tak - cudowny - nie pomyliłam się!

    bałam się go ogromnie ze względu na ból i ze względu na to, iż nie zdążę na czas do tego szpitala, w którym na świat miała przyjść moja córka... dojechaliśmy spokojnie, równie spokojnie przebiegał poród... i chociaż bolało przeokropnie to to było jedno z najpiękniejszych przeżyć w moim życiu!

    nie miałam wynajętej położnej, mój lekarz akurat wtedy nie miał dyżuru, więc byłam zdana "na łaskę" personelu, który akurat był na oddziale. i zajęli się mną najlepiej jak tylko mogli... miałam osobną salę, miałam do dyspozycji wannę, miałam cudowne położne i panią doktor, która trzymała mnie za rękę i ocierała łzy... więc naprawdę można dobrze trafić, naprawdę! i z tego co wiem to mój przypadek wcale ekstremalny nie jest i takie porody w tym szpitalu są na porządku dziennym!

    OdpowiedzUsuń
  12. poród jeszcze przede mną, szykujemy się na końcówkę sierpnia i prawdę mówiąc przerażenie człowieka ogarnia jak się słucha tych wszystkich historii dookoła. bardzo chętnie skorzystam z rad mam :D
    zapraszamy też do siebie www.rybyzone.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. To naprawdę zależy od podejścia lekarza, personelu - bez ich wsparcia nie ma liczyć na cokolwiek. Rodziłam 2 x CC. Pierwszy poród to totalna masakra i najgorszy horror choć dużo płaciłam za prywatne wizyty u gina ze szpitala. Drugi poród - cudowny lekarz, wspaniałe położne, pełna informacja co i jak, co mogę i czego chcę, czego mam się spodziewać i się wydarzy. Miałam wybór, byłam pytana, byłam informowana. Może źle się wyraziłaś, może nie chodzi o jednak o planowanie bo poród jest zbyt nieprzewidywalny, a publiczna służba zdrowia nie dojrzała do wykonywania wytycznych według plany porodu zawczasu przygotowanego. Myślę, że chodzi o podejście i ludzkie traktowanie, czy to na porodówce czy na onkologii. Faktem jest, że chodziłam w drugiej ciąży do zaprzyjaźnionego lekarza - swojego klienta, który mnie skierował do profesora super i och i ach, i byłam trochę jak VIP - ale warto było poruszyć wszystkie dostępne koneksje aby mieć właśnie ten komfort psychiczny. I chyba nie da się inaczej - bardzo to przykre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też wyjazdy i wizyty u wspaniałego Profesora kosztowały ale warto było! Gdy dotarłam do szpitala ze skierowaniem patrzono na mnie jak urwaną z choinki. Wystarczyło jak pokazałam od kogo mam skierowanie i byłam traktowana bardzo dobrze. Niestety miałam porównanie jak traktowano koleżanki z sali mające innych lekarzy prowadzących...

      Usuń
  14. Ja miałam lekki poród. Szczerze. O 9 rano odeszły mi wody, na 11 dotarłam do szpitala, wypełniłam papierki, zrobili mi ktg i zaproponowali łóżko. Za łóżko podziękowałam, wsadziłam słuchawki z muzyką do uszu i zaczęłam spacerować po korytarzu. Spacerowałam 2 godziny, po których miałam już rozwarcie 6 cm. Znieczulenia nie brałam, z piłki korzystałam, dwa razy byłam pod prysznicem. Po kolejnej godzinie już miałam skurcze parte, niecałe 25 minut na fotelu i Młody się urodził. Naprawdę nie wspominam tego jako traumatycznego przeżycia, czasem jak mam migrenę to głowa mnie bardziej boli niż te osławione skurcze. Lekko, szybko, sprawnie ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to miałaś fajnie...
      Zwłaszcza na tle choćby pozostałych komentarzy. I znów szczęście po prostu zaważyło...Totolotek.

      Usuń
  15. every time i visit here is always happy. thank you for sharing with this interesting post. hopefully benefit. sign of peace

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you for nice comment.I'm very glad that I can share my happiness with readers like you.

      Usuń
  16. every time i visit here is always happy. thank you for sharing with this interesting post. hopefully benefit. sign of peace

    OdpowiedzUsuń
  17. Od 8 kwietnia 2011 obowiązują nowe przepisy opieki okołoporodowej. Warto się z nimi zapoznać i w razie konieczności uświadamiać personelowi jakie mamy prawa i domagać się ich respektowania. Choć nie wspominam porodu jako traumy- miałam bardzo dobrą opiekę i warunki w państwowym szpitalu- to marzy mi się, aby kolejne dziecko urodzić w domu. Jest taka możliwość w większych miastach i okolicach, namiarów na położne przyjmujące taki poród można szukać w Fundacji Rodzić po Ludzku i Dobrze Urodzeni.

    OdpowiedzUsuń
  18. a ja jestem położną i rodziłam w domu. Na moim blogu znajdziesz post "Stach w domu urodzony". Poród wspominam bardzo dobrze. Pomimo tego, że wiedziałam co może być grane : )

    Kasia

    P.S. W razie dodatkowych pytań zapraszam na swój blog położniczy www.kasiastobik.pl : )

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja sam poród wspominam świetnie..bo rodziłam prywatnie...drogami natury, ale jednak w prywatnej klinice, żeby mieć tą odrobinę luksusu i poczucia,że wszystko będzie dopatrzone. To taki moment,że warto zainwestować,żeby przed ten dzień- dwa ktoś nad Tobą poskakał. Nasłuchałam się tylu strasznych historii o porodach w moim mieście w szpitalach publicznych,że za nic w świecie bym tam nie poszła...nie, nie i jeszcze raz nie. Z dużą rozwagą wybierałam klinikę i jestem bardzo zadowolona, drugi synek, przyjdzie na świat w listopadzie w tej samej klinice.

    OdpowiedzUsuń
  20. oj bardzo trudny temat i jeszcze kilka miesięcy nawet w myślach nie chciałam go przywoływać. Dziś jest już łatwiej o tym i mówić i myśleć, ale do rzeczy. Na co mamy wpływ? jeżeli nie mamy na dyżurze lekarza i położnej prowadzących ciążę i jakiegokolwiek doświadczenia w tym temacie to tak naprawdę na niewiele. Poród to czysta fizjologia. Na wspaniałe wspomnienia składa się całe morze często przypadków i zbiegów okoliczności. Trzeba słuchać własnego ciała, trzeba myśleć o tym co się z naszym ciałem dzieje i w naszej głowie. W moim przypadku gdyby nie mój Mąż, który sprowadzał mnie na ziemię i wręcz czasem kazał na tej p... piłce skakać i zagadywał i spacerował po korytarzu pewnie trwałoby to jeszcze dłużej. Ruch i jeszcze raz ruch, wtedy grawitacja chcąc nie chcąc robi swoje. U jednej z nas dłużej u innej krócej, ale innego wyjścia nie ma. Rad innych udzielać nie mogę ani nie umiem. 10 godzin samego porodu i 11 godzin nieustabilizowanych skurczów nie daje mi takiego prawa. Upierałam się przy porodzie naturalnym, walcząc o opinię okulistów przy mojej wadzie wzroku i licząc na notkę "brak przeciwwskazań do porodu naturalnego"... Nie popełnię tego po raz kolejny. Tylko CC. I piszę to w pełni świadomie w trosce o własną psychikę i życie dziecka.
    Nie wiem czy pomogłam, ale uważam, że tylko szczere opinie mają sens w tym trudnym temacie. Rana na brzuchu zagoi się szybciej niż rany na psychice młodej mamy. pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  21. oj bardzo trudny temat i jeszcze kilka miesięcy nawet w myślach nie chciałam go przywoływać. Dziś jest już łatwiej o tym i mówić i myśleć, ale do rzeczy. Na co mamy wpływ? jeżeli nie mamy na dyżurze lekarza i położnej prowadzących ciążę i jakiegokolwiek doświadczenia w tym temacie to tak naprawdę na niewiele. Poród to czysta fizjologia. Na wspaniałe wspomnienia składa się całe morze często przypadków i zbiegów okoliczności. Trzeba słuchać własnego ciała, trzeba myśleć o tym co się z naszym ciałem dzieje i w naszej głowie. W moim przypadku gdyby nie mój Mąż, który sprowadzał mnie na ziemię i wręcz czasem kazał na tej p... piłce skakać i zagadywał i spacerował po korytarzu pewnie trwałoby to jeszcze dłużej. Ruch i jeszcze raz ruch, wtedy grawitacja chcąc nie chcąc robi swoje. U jednej z nas dłużej u innej krócej, ale innego wyjścia nie ma. Rad innych udzielać nie mogę ani nie umiem. 10 godzin samego porodu i 11 godzin nieustabilizowanych skurczów nie daje mi takiego prawa. Upierałam się przy porodzie naturalnym, walcząc o opinię okulistów przy mojej wadzie wzroku i licząc na notkę "brak przeciwwskazań do porodu naturalnego"... Nie popełnię tego po raz kolejny. Tylko CC. I piszę to w pełni świadomie w trosce o własną psychikę i życie dziecka.
    Nie wiem czy pomogłam, ale uważam, że tylko szczere opinie mają sens w tym trudnym temacie. Rana na brzuchu zagoi się szybciej niż rany na psychice młodej mamy. pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  22. moje wspomnienia mogę byc dosc nietypowe.. za dni mija rok kiedy rodziłam.. ze wzgledu na moje własne juz długoletnie nadciśnienie moja ciąza była wysokiego ryzyka. Byłam prowadzona przez doktor w Instytucie na Karowej w Warszawie.. Wczesniej naczytałam sie ze bezpieczniej dla mnie i dziecka byłoby urodzic cesarskim cięciem.Natomiast moja doktor twierdziła ze nie ma takich wskazań . Walczyłam o to prawie do konca.. ale ( z perspektywy czasu wiem ze na całe szczescie) nie udało mi sie tego wywalczyć. Do szpitala musiałam zgłosić sie wczesniej bo poród miałbyć wywoływany. pod koniec tygodnia miałam chodzić co rano na izbę przyjęc az mnie przyjmą. Wiedziałam ze poleze z tydzien lub dwa, wiec sie nie spieszyłam ( nie lubię szpitali i perspektywa przewbywania w nim tak długo mnie przerazała ) jeden jedyny raz byłam w szpitalu dłuzje niz dobę wtedy gdy sie urodziłam .. Sam pobyt w szpitalu przed porodem i po wspominam bardzo nie mile, wrecz traumatycznie i jako ciągłą walkę o normalne ludzkie traktowanie i pełne informacje co do mojego i dziecka zdrowia i zabiegów , których miano mnie poddac. Po 1 dniu szoku i zorientowaniu sie ze jak nie tupnę nogą , nie zrobię awantury i nie wymuszę informacji to zostanę olana, zaczełam walczyć o siebie. Panie mnie długo zapamietają. A sam poród ? miałam załozony cewnik foleya w piatek, w sobotę rano zostałam zawieziona bezposrednio na salę porodową (tylko dla jedej rodzącej) Był przy mnie mąz. Podali mi oksytocynę, ale syn był owiniety pempowiną wiec szybko odłączyli i przebili pęcherzx płodowy. po 2 h na moją prosbę i za opłata ( 500 pln - niestety ) podano mi znieczulenie zewnątrz oponowe . ( cewnik od tego zdjeto po po 1,5 dnia _ po wyporszeniu wrecz) od odejcia wód płodowych do porodu mineło 5 h urodziłam szybko i bezbolesnie ( znieczeulenie :D ) . Potem walczyłam z karmieniem. Połozene nie chciały mi pomoc. Po pytaniu pediatry na obchodzie co sie dzieje ze mały tak traci na wadze , powowiedziałam ze nie umiem nakrmic a połozne mnie olały .. po 15 min przyszła połozna i mi posiweciła 30 min i sprawdzała co jakis czas.. reasumując.. z 2 tyg pobytu w szpitalu najmilej wspominam poród...

    OdpowiedzUsuń
  23. A ja dziekuje Bogu, ze bylo mi dane rodzic w Niemczech. Chociaz wiekszosc pewnie mnie zlinczuje poniewaz wybralam sobie sama jak chce rodzic i wybralam cc na zyczenie, co w de jest norma i kobieta ma prawo wyboru!!! wspominam porod mojej coreczki jako najpiekniejsze wydarzenie w moim zyciu....bylam calkowicie swiadoma i moj maz byl przy mnie caly czas, malenka dostawili mi do piersi zaraz po tym jak mnie zszyli i od tamtej chwili bylam z nia caly czas. Jezeli zdecydujemy sie na drugiego bobasa to bez zastanowienia wybiore taki sam porod jak przy pierwszym dziecku. Dla mnie sluzba zdrowia w de, a w pl to jak niebo, a ziemia i wspolczuje wielu kobietom, ze musza przejsc przez tak trudna droge, aby przytulic swoje malenstwo.

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja rodziłam dwa razy i mogę wyręczyć każdego! naleze do szczesliwcow rodzacych z piosenka i usmiechem na ustach! Jak dla mnie to najwspanialsze uczucie i moge rodzic co miesiąc!!! Rodziłam w państwowym szpitalu, bez wcześniejszego oglądania sali itp Usłyszałam pochlebne opinie na temat szpitala i to mi wystarczyło. Uważam, że najważniejsze są położne - to one są od początku do końca porodu, lekarz wpada na koniec więc jak dla mnie to zupełnie nieistotna osoba. Pierwszy poród szybki(pierwsza faza 5 godzin, druga 2 godziny), przetańczyłam najpierw na piłce potem na porodówce wspierana wskazówkami poloznych do częstych zmian pozycji z usmiechem na ustach, mężem przy boku! Drugi poród mega szybki (pierwsza faza 2 godziny, druga 15 minut) .
    Uważam że przy porodzie najistotniejsze jest nasze podejscie. My jako osoby świadomego tego co się dzieje, możemy sobie pomagać w bólu - choćby poprzez mega pomocne wizualizacje tego co sie w nas dzieje itp Musimy myslec o dziecku, które jest zupelnie naieswiadome, nie zaznalo bólu, plywa sobie w nas w cieple i nagle zaczyna sie dla niego swiat walic sciany kurczyc cos wypychac ;) - my mozemy mu w tej drodze pomoc!!!
    ach....i znowu sie rozmarzylam........dla niemieckojezycznych osob polecam ksiazke napisana przez polozna o ciazy i porodzie - byl to moj przewodnik !!! Die Hebammensprechstunde-Ingeborg Stadelmann
    Pozdrawiam
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  25. Mój poród wspominam źle, czułam się dosłownie olewana przez personel, kiedy zaczęłam wymiotowac na łózku porodowym, położna tylko krzykneła do drugiej, z pokoju obok "o moja już rzyga"...miałam poród wywoływany o trzymali mnie 7h z bólami krzyżowymi, w końcu mąż powiadomił mojego lekarza, który natychmiast zadzwonił do ordynatora, po telefonie za 2 min zjawił sie ordynator, wystarczyło jego kilkusekundowe badanie i decyzja - natychmiastowa cesarka. Położne były oburzone bo twierdziły "ze dałabym radę w końcu"...cóż nie dałabym...córak urodziła się prawie 4,5kg i już niestety z krwawieniami do mózgu..mija rok a my dopiero się z tym uporaliśmy choc to nie koniec kontroli lekarskich...nawet nie chcę myślec co by było jakby mnie jeszcze tam trzymały....
    W każdym razie przy kolejnym dziecku opłacę mojego lekarza aby był przy porodzie i w razie komplikacji szybko reagował, dla mnie teraz to jest prorytet..

    OdpowiedzUsuń
  26. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  27. Przede wszystkim dobrze, by każda kobieta przed porodem miała świadomość, czym poród naprawdę jest, jak wtedy działa jej organizm, co się dzieje w mózgu, w ciele i czego potrzeba, by urodzić dobrze, po ludzku.
    Warto również poznać skutki uboczne farmakologicznych środków uśmierzajacych ból. Warto dowiedzieć się, że każda rodząca wytwarza endorfiny - hormony o działaniu znieczulajacym. Ale warunkiem ich wydzielania jest brak adrenaliny, a więc przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa i intymności.
    Znieczulenie nie jest "lekiem na całe zło". Piłka i masaż pleców to za mało? Tak, bo niezbędne jest nieprzerwane wsparcie osoby towarzyszącej, która zna przebieg porodu. Niezbędne jest poczucie bezpieczeństwa, intymności, odpowiednie warunki "zewnętrzne", zaspokajanie pragnienia i głodu (w ogóle picie jest wskazane, gdyż pobudza pęcherz do pracy, a to z kilku względów pomaga szyjce otwierać się). Niezbędna jest swoboda ruchu, wybór pozycji, jaka pasuje kobiecie. Niezbędne jest skupienie się kobiety na sobie i dziecku, z pełną świadomością tego, co się dzieje. Wierząc w siebie, w to, że Kobieta Potrafi Rodzić.
    Bardzo polecam lekturę "Poród naturalny" Iny May Gaskin. Pierwsza część to historie kobiet, które urodziły naturalnie (tj.bez farmakologicznych środków ani przyspieszania porodu), druga część to "Podstawy porodu", w których Ina May (wybitna położna) tłumaczy i wyjaśnia Wszystko, co kobieta niewątpliwie Powinna wiedzieć o porodzie.
    I jeszcze Ps. Jako doula ostatnie, czego nam życzę, to by nasze porody były podobne do tych szpitalnych "zza oceanu". Statystyki mówią same za siebie. Nie wystarczy urodzić szybko, najważniejsze, by urodzić satysfakcjonująco i bez traumy.

    OdpowiedzUsuń
  28. Przede wszystkim dobrze, by każda kobieta przed porodem miała świadomość, czym poród naprawdę jest, jak wtedy działa jej organizm, co się dzieje w mózgu, w ciele i czego potrzeba, by urodzić dobrze, po ludzku.
    Warto również poznać skutki uboczne farmakologicznych środków uśmierzajacych ból. Warto dowiedzieć się, że każda rodząca wytwarza endorfiny - hormony o działaniu znieczulajacym. Ale warunkiem ich wydzielania jest brak adrenaliny, a więc przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa i intymności.
    Znieczulenie nie jest "lekiem na całe zło". Piłka i masaż pleców to za mało? Tak, bo niezbędne jest nieprzerwane wsparcie osoby towarzyszącej, która zna przebieg porodu. Niezbędne jest poczucie bezpieczeństwa, intymności, odpowiednie warunki "zewnętrzne", zaspokajanie pragnienia i głodu (w ogóle picie jest wskazane, gdyż pobudza pęcherz do pracy, a to z kilku względów pomaga szyjce otwierać się). Niezbędna jest swoboda ruchu, wybór pozycji, jaka pasuje kobiecie. Niezbędne jest skupienie się kobiety na sobie i dziecku, z pełną świadomością tego, co się dzieje. Wierząc w siebie, w to, że Kobieta Potrafi Rodzić.
    Bardzo polecam lekturę "Poród naturalny" Iny May Gaskin. Pierwsza część to historie kobiet, które urodziły naturalnie (tj.bez farmakologicznych środków ani przyspieszania porodu), druga część to "Podstawy porodu", w których Ina May (wybitna położna) tłumaczy i wyjaśnia Wszystko, co kobieta niewątpliwie Powinna wiedzieć o porodzie. Niesamowicie pomocna wiedza, która pozwala określić oczekiwania.
    I jeszcze Ps. Jako doula ostatnie, czego nam życzę, to by nasze porody były podobne do tych szpitalnych "zza oceanu". Statystyki mówią same za siebie. Nie wystarczy urodzić szybko, najważniejsze, by urodzić satysfakcjonująco i bez traumy.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja w pewnym sensie miałam 'luksus', bo mój mąż pracuje w szpitalu i z góry było wiadomo, że całą ciążę będzie nam prowadziła zaprzyjaźniona ginekolog (drugą już inny ginekolog, ale też zaznajomiony z nami), że na 100% będzie przy porodzie i wszystkiego dopilnuje itd. Więc jeśli chodzi o poczucie bycia zaopiekowaną, nie narzekałam. Mimo wszystko obie ciąże były skazane na cesarkę i - absolutnie nie z winy lekarzy - żadnej nie wspominam dobrze. Przy pierwszej miałam tak rozległe zakażenie bakteryjne, że nie działało znieczulenie, więc byłam właściwe cięta 'na żywca'. Większego bólu nie pamiętam i mam nadzieję, że już nie doświadczę. Przy drugiej także wdało się zakażenie, niestety, ale na szczęście nie była już tak ciężka.
    Jedno, co mogę powiedzieć mamom 'cesarkowym' - trzeba się upierać przy wyborze anestezjologa również, nie tylko położnika. Najlepiej 'zasięgnąć języka' i wybrać najlepszego. Takiego, który szybko i bezboleśnie zrobi wkłucie w kręgosłup i dopilnuje, żeby nie zaczęto ciąć za szybko. Oraz będzie właściwie cały czas trzymał za rękę, czuwał nad ciśnieniem itd. Przy obu moich cesarkach dla mnie anestezjolog był ważniejszy niż ginekolog, choć oczywiście ginekolog był ważniejszy dla dziecka :)
    Inna sprawa, że obaj moi synowie urodzili się z zakażeniami i wymagali antybiotykoterapii i tutaj trafiłam fatalnie. Neonatologia w szpitalu, w którym rodziłam woła o pomstę do nieba. Wszystko jest super, dopóki dziecko jest zdrowe. Jeśli cokolwiek idzie nie tak - masakra. Polecam więc, nawet kobietom, które czują się pewnie i dobrze, sprawdzić przy wyborze szpitala także to, czy:
    - jest sprzęt dla wcześniaków, i dopytać, od którego tygodnia ciąży są w stanie objąć niemowlę opieką (niektóre szpitale zastrzegają sobie np. że przyjmują tylko kobiety, rodzące po 34. tygodniu ciąży)
    - jest sprzęt do naświetlań, związanych z żółtaczką i jaki, tj. iloma lampami dysponują itd. (dwie to minimum!)
    - jak wygląda funkcjonowanie neonatologii, także w weekendy, bo coraz więcej szpitali prowadzi taki system, że od piątku popołudniu do poniedziałku rano są zatrudniani lekarze z zewnątrz, a nie stały personel, co powoduje kompletną dezinformację i chaos, a dla matki jest drogą przez mękę
    - w wielu szpitalach stosuje się też metodę 'zastraszania' (przedstawiania najgorszej z możliwych opcji, zwalania winy na matkę itd.) rodziców w razie komplikacji; robi się to po to, by uniknąć ewentualnych pozwów, bo taki zastraszony rodzic jest później wdzięczny za wyleczenie maluszka i nie szuka winnych tego, że w ogóle był chory; tu rada dla mam - po informację wysłać do lekarza prowadzącego męża, a jeszcze lepiej dziadka dziecka, z poważną miną i siłą spokoju - od razu jest inna rozmowa :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja także byłam szczęściarą, która rodziła w Irlandii. W szpitalu, w którym miałam rodzić byłam dwa razy- na wizycie (a to jedyny szpital w moim mieście, wyboru więc nie było). Z każdym razem badał mnie inny ginekolog, położnych nie znałam w ogóle. O godzinie 3 w nocy pojechaliśmy do szpitala, o 9:25 Szymon był z nami. Najpierw położna pokazała mi na salę, na której miałam rodzić, potem kazała się przebrać w piżamkę i poczytać książkę ;) O 7 przeniosłam się na salę porodową (dwa łóżka, ale byłam sama, bo w szpitalu takich sal jest kilka). Cały czas był ze mną Tomek, najpierw poinstruowany przez położną, co ma robić, gdyby zrobiło mu się słabo ;) Piłka, drabinki, masaże, ciepłe i zimne okłady na kark i kręgosłup (na wannę się nie zdecydowałam, choć była taka możliwość). Sam poród odbył się bez znieczulenia zewnątrz oponowego- to moja świadoma decyzja, byłam przerażona tym, że ktoś mógłby majstrować przy moim kręgosłupie. Tylko maska z gazem rozluźniającym i na samym końcu zastrzyk w pośladek. Poród w kilku pozycjach (raz se stopą na ramieniu położnej, kucając itd. O 8 położna kończyła dyżur i zastąpiła ją inna- młodziutka, ale bardzo pomocna i wykwalifikowana :) Poród wspominam bardzo dobrze właśnie ze względu na nie. Lekarz przyszedł tylko na chwilkę już po wszystkim, ocenić, czy trzeba szyć (o nacinaniu tutaj nie było mowy!), niestety trzeba było, ale najpierw dostałam małego na ręce i znieczulenie. Potem położna pomogła mi Szymka przystawić do piersi (po pytaniu, jak chcę karmić). Dostałam tosta i herbatę na salę i zostaliśmy sami na pół godziny, żeby się sobą nacieszyć. Potem zostałam przewieziona na salę czteroosobową, położne przychodziły co godzinę zapytać czy wszystko dobrze, czy pomóc, przewinąć itd. Dziecko cały czas było przy mnie, miałam swoją szafę, fotel dla odwiedzających i stolik, przy łóżku zasłony, żeby zapewnić trochę prywatności. Nie miałam planu porodu, zdałam się na doświadczony irlandzki personel, który doskonale wiedział co robić. Za szpital i opiekę nie zapłaciłam ani grosza ( w Irl nawet gdy nie jesteś ubezpieczona ta opieka jest za darmo). Nasłuchałam się opowieści o tym, ile moje koleżanki w Pl płaciły, aby mieś swojego lekarza przy sobie w czasie porodu, a na 5 przypadków tylko jedna miała to szczęście, że jej lekarz dojechał... nasłuchałam się o bezczelnych położnych, które nie stosowały się do planu porodu (wykąpały dziecko mimo wyraźnych poleceń, żeby tego nie robić), jedna z nich nie sprawdziła, czy łożysko zostało wydalone w całości (a nie zostało!)... Ale część moich polskich przyjaciółek chwali sobie opiekę w ojczystych szpitalach. Jeśli możliwy jest wybór szpitala to zdecydowanie Matka Pisarka ma rację, żeby sprawdzić czy mają odpowiedni sprzęt i popytać mamy, które tam już rodziły. I mieć plan awaryjny- nie zawsze da się dojechać do wybranego szpitala, nawet odległego tylko o 30-40 km. I co wtedy? Trzeba się udać do najbliższego

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja to chyba nie mam porównania bo rodziłam w Niemczech i wszystko przebiegło szybko sprawnie , zaproponowano mi znieczulenie którego ostatecznie nie dostałam bo poród postępował bardzo szybko i było za późno. Sam poród był wywoływany ponieważ odchodziły mi wody a nie było skurczy . Od pierwszych skurczy do dzieciątka na brzuchu mineło 4,5 godziny między czasie miałam akupunkturę i kąpiel w wannie .
    Co do przygotowań to polecam szkołę rodzenia u nas w DE jest bezpłatna i bardzo nam pomogła mi i mężowi , nauka oddychania i jak przeć by nie zrobić sobie krzywdy . Polecam również akupunkturę . Ale Polska to niestety zaścianek jeszcze i jesli chce się mieć poród jak z gazety i tak jak opisują celebrystki to trzeba jechać do prywatnej kliniki .
    Pozdrawiam i szczęśliwego rozwiazania

    OdpowiedzUsuń
  32. mój pierwszy poród to była bajka i luksus wręcz rozkosz. trwał tylko 3 godziny, nie potrzebowałam znieczulenia bo ból był dla m,nie bułka z masłem. druga faza trwała 10 minut dziecko mi wystrzeliłó jak petarda - bułka z masłem normalnie ;) w porównaniu do wielu innych moich życiowych problemów jakie miałam prze pierwszym porodem to rozkosz i bułka z masłem.


    po drugim natomiast nie otrząsnę siędo końca życia. cesara robiona na gwałt w pośpiechu by ratować malucha. Michałka wyciągle ledwie żywego i jeszcze musieli go odratować bo omal go nie srtraciłam. ten obraz zostanie w moje pamięci na zawsze i nic go nie wymaże. dziś Michałek ma prawie 10 mieisęcy.....ja nadal leczę się po tej cesarce, i chirurg i zabiegi nie ma dnia bez bólu. mój organizm po prostu nie goi się. każdego dnia od dnia porodu walczę z bólem. a panicznego lęku o dziecko latania i zaprawdzania w nocy czy oddych to dopiero niedawno się pozbyłam. jeszcze czasem mam takie momenty że budzę się w nocy i jak jest tak cichutko u dzieci to ja sie martwię czy mu coś nie jest...

    trauma po cc podziałała na mnie tak, że choćby nie wiem co nigdy więcej nie chcę miec dzieci, i gdyby to się stałó prz\y pierwszy porodzie tomus był jesdynakiem


    punkt widzernia zależy od punktu siedzenia. pierwszy poród a drugi to jak niebo a piekło. zupełnie "lajtowe" podejście do porodu jakie miałam....zostało brytalnie zweryfikowane przy drugim kiedy to kszda sekunda była na wage złota.


    nigdy nikogo nie straszyłam opowieściami ani nie bedę. życzę każdemu tylko by nie musiał przechodzić tego co ja przy drugim porodzie.

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja mam na swoim koncie 3 w pełni ludzkie porody :-) Dwa ostatnie były szczególnie piękne. Opisałam je tu:
    http://chwile-jak-motyle.blogspot.com/2011/03/narodziny-zosi-18022011.html

    i tu:
    http://chwile-jak-motyle.blogspot.com/2012/09/narodziny-irenki.html

    Dodam, że za każdym razem rodziłam w państwowym szpitalu w ramach NFZ.
    Pozdrawiam ciepło i każdej kobiecie życzę cudownych narodzin jej dziecka :-)

    OdpowiedzUsuń
  34. U nie poród się zbliża powolutku, ale ja jestem z okolic Warszawy i dziewczyny na forach polecają Piaseczno Szpital podobno ładny, poród rodzinny jest (ale czy w wodzie to nie wiem, bo w sumie go nie chcę). Jeszcze trochę czasu więc nie jestem pewna na 100% gdzie pojadę.

    Ania

    OdpowiedzUsuń
  35. A co,jezeli kobieta nie życzy sobie męskiego towarzystwa przy porodzie?chyba tylko platny.[chłopy przecz od położnictwa.

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.