środa, 26 października 2011

Głupie babskie doły

Ostatnio oglądałam swoje zdjęcia sprzed. Z czasów, kiedy w pracy byłam prawdziwą żyletą, która szła w zaparte i przenosiła góry. Na co dzień byłam niezależna - dobra kasa, auto, cały czas poza domem, cały czas z ludźmi. Fajna, szczupła, zadbana dziewczyna, uśmiechnięta, żartująca, podróżująca.
Zdjęcia z imprezy u przyjaciółki. Drineczki, babskie chichy, fajeczka w dłoni opatrzonej zadbanymi paznokciami. Zgrabny tyłek w zgrabnych dżinsach. Ehhh ...

Taki tok myślowy pojawił się jako pierwszy. I znów poczułam się jak wrak kobiety, który pozostał po ciążowo-porodowo-dzieciowym armagedonie. 6 kilo do przodu, skóra na brzuchu wisi i wchłonąć się nie chce, modowo ograniczona baba, bo albo trzeba brzuch kamuflować, albo dupsko grube zasłaniać. Wszystko wygodne - leginsy, co by kroku zabliźnionego nie drażniły, buty płaskie, żeby chodzić było wygodnie z dzieciem, kurtka ciepła, przede wszystkim ciepła, bo spacery. Paznokcie króciutkie, żeby guziczek chwycić i dzidziusia nie podrapać.Towarzystwo ograniczone wielce do zacnej osoby Syna mego, ale jakże mało światłego jeszcze. Ehhh . . .

Ale za moment nastąpił etap samopocieszania z samonaprawianiem. Że ta dziewczyna, umęczona była i nieszczęśliwa bardzo, goniąca za kasą, kasą, kasą dla korporacji. Stres ją zżerał, a na zakupy czasu nie miała wcale, bo praca. Ratunkiem był weekend-imprezka, wódeczka, resecik. Potem jeszcze niedzielny kacyk. I od poniedziałku znów jazda bez trzymanki. Ehhhh . . .

Na koniec wnioski w głowie krążyć zaczęły. Środek trzeba znaleźć złoty. Wyłuskać to co BYŁO najlepsze i to co najlepsze JEST teraz, a zminimalizować minusy. Zrobić coś należy. Zmienić troszeczkę i będzie cudownie. Zrobić coś dla Martuśki- nie-mamy. Tylko jak?!

Zaczęłam od kupienia pary granatowych, zgrabnych dżinsów. Takich jakie nosiłam przed ciążą i pierwszych od czasów pociążowych. Kupiłam o rozmiar większe, bo przecież jednak dużo się zmieniło. . .

17 komentarzy:

  1. mnie tez czasami dopadają doły z powodu wygladu, ale i tak cieszę się że dzidź jest

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo!!!! Przecież humorek trza se poprawiać w te paskudne, ponure jesienne dni:-), a nic tak kobiecie nie pomaga jak nowy ciuch, fryzura czy też kolor paznokci (mimo, że muszą być krótkie)!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. To, że dzidzia moja jest największą cudownością życia mego, to jest bezdyskusyjne.Tutaj jednak całkowicie nie o to chodzi...Szczęście macierzyństwa to jedno a babskie doły to drugie;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pomimo tego, że to nasze długo oczekiwane macierzyństwo takie cudowne jest to myślę także, że pierwsze półtorej roku lub nawet do dwóch lat po rodzeniu dziecka jest najgorsze dla kobiety. Aleee gdy minie ten czas, dziecko już od cyca odłaczy się to zawsze można "sprzedać" je dziadkom i hejjaaaa na zakupy po super ciuchy i na impresske odstreswać się :-)) Zawsze powtarzam, że w życiu trzeba być troszkę EGOISTĄ i pomyśleć o samym sobie!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam oglądać nasze "stare" zdjęcia z ery przed-Adriankowej, ale jednego mi w nich brakuje...właśnie Adrianka;) Bo było fajnie, było zabawnie, był luz, ale nie było Juniorka...teraz czasami z chęcią bym się cofnęła do tych czasów, kiedy makijaż mogłam sobie spokojnie nakładać przez 15-20min, włosy prostować kiedy mi się chciało, a strój wyjściowy był bardziej przemyślany i bardziej "żyleciasty"hihi;))
    Martusiu, a może niedługo zaczniemy nową akcję??? Jak to mamuśki mogą łatwo, szybko i przyjemnie zadbać o makijaż i włosy na przykład. Taka wersja wyjściowa dla mam- różne opcje, na poprawę samopoczucia;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ola-widzę bratnią duszyczkę;-)
    Madzik - temat jest jak najbardziej do ruszenia;-)super!

    OdpowiedzUsuń
  7. Baaaardzo podoba mi się Twoje "samonaprawienie:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Otóż to, trzeba się dowartościować, a doły omijać szerokim łukiem ! Ja też jak czasem patrzę na mój brzuch , to mi się wszystkiego odechciewa, ale myślę, że na brzuchu świat się nie kończy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozumiem Cię doskonale, choć jeszcze jestem w dwupaku. Też mi brakuje siebie sprzed, ale jak sobie przypomnę pracowy stres, powroty do domu po 10 godzinach, brak czasu nawet na zrobienie jajecznicy... to ja dziękuję na parę miesięcy jeszcze ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nawet nie wiesz, jak bardzo się z Tobą zgadzam. Ja też biegałam dla korporacji... ale już nigdy więcej. Figura wprawdzie wróciła... ale cóż... figura to nie wszystko :(

    OdpowiedzUsuń
  11. podpisuję się wszystkim czym mogę pod Twoimi słowami.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bo kurde jak się było wolnym ptakiem to nie dziw,że teraz brakuje nam niezależności i samodzielności. Także cierpię czasem z tego powodu. I chciałabym się po prostu wyrwać-rozerwać :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Być może już o tym słyszałaś, ale powtórzę. Trwa konkurs dla mam, wystarczy napisać artykuł na swojej stronie, aby mieć szanse na wygranie 500 zł!
    Możesz więcej znaleźć na stronie organizatorów:
    http://akuku-akuku.blogspot.com/2011/09/konkurs.html

    Polecamy się, zespół AKUKU. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. :-) Ja Cię rozumiem w 100% z tym ,że po pierwszej ciąży: miałam posprzątany dom , niezbyt dobrze wyglądałam , zostało +4kg ... po drugiej z racji alergii Mozarta wyglądałam znacznie lepiej -6kg od wagi przed ciążą... dom wyglądał już trochę gorzej :D :D Teraz 3 ciąża ... zamierzam wyglądać szałowo :D (niezależnie od wagi) , zadbać o siebie ... ( już teraz na zwolnieniu pilnuję wyglądu)a dom ... niech pozostanie jak jest i będzie ok :D Na szczęście mam już 2 pomocników;D Serdecznie pozdrawiam i życzę sukcesu ... czyli BYCIA SZCZĘŚLIWĄ MAMĄ, ŻONĄ I KOCHANKĄ ( kolejność dowolna :D ) Zapraszam do siebie :D

    OdpowiedzUsuń
  15. PS. Tak mi tego twojego doła wkręciłaś, ze wczoraj też myślałam o tym kim byłam a kim jestem teraz... no i szkoda, ze winka nie można... bo by się przydało wczoraj :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo dobrze Cię rozumiem. Tak właśnie przedstawia się ten matczyny dualizm. Tak jak napisałaś, to że mamy teraz naszych synków, to najwspanialsza rzecz jaka nas spotkała, ale...ale poza tym, że jesteśmy mamami, jesteśmy przede wszystkim kobietami. Mamy swoje potrzeby, marzenia, pragnienia. Ja również tęsknię za chwilami wolności, spontaniczności, beztroski. I codziennie, dosłownie codziennie nastrajam się na częstotliwość zadowolona mama, przypominam sobie co w życiu jest najważniejsze, jednocześnie mówiąc sobie, że obecny stan nie będzie trwał wiecznie. Zobaczysz...za chwilę będziesz się z tego śmiała:-)

    OdpowiedzUsuń
  17. SWA-dzięki za słowa otuchy
    HPM-nie chciałam dołów wkręcać, a raczej odganiać;-)Przegonić. Akysz!

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.