czwartek, 23 października 2014

Świat śmierdzi!

Dzisiaj nie będę kurna damą!
Oj nie.
Bo jak można być damą, gdy od dwóch tygodni siedzi Ci w gardle przyczajony paw?
No jak?
Gdy się pojawił po raz pierwszy, nawet się ucieszyłam.
W końcu jest jakiś objaw.
Hormony buzują, więc zdrowo dla dziecka.
Cudownie!

Taaak...
Cudownie.
Było przez pierwsze cztery dni.
Ale dwa tygodnie? Co to ma w ogóle być.
Żarty jakieś?
Zamęcza mnie ptaszysko wstrętne.

Więc damą dzisiaj nie będę.
Bo rzygać mi się chce!
Permanentnie i całodobowo.
Rano, wieczór, we dnie w nocy.
A nawet, jak przez chwilę pawia uda się uśpić...
I człowiek chce lodówkę po ludzku otworzyć.
Bo w końcu coś zjeść by się przydało.
To...
Nos - zdrajca, szybko pawia budzi.
Jak to?
Moi drodzy muszę Was tutaj uświadomić, że żyjecie w ogromnej niewiedzy.
Otóż świat ŚMIERDZI!
Wszystko śmierdzi!
Lodówkę otwieram na wdechu, bo chce mi się rzygać.
Przestałam stosować płyny do płukania, bo chce mi się rzygać.
Odwiedziny w sklepie mięsnym to dla mnie prawdziwa tortura.

Albo to.
Chciało mi się ostatnio śledzi.
Mmmmm, jakie dobre.
Kwaśne takie. Z cebulką.
Pyyyycha.
Były.
Do czasu zakończenia spożycia.
Połknęłam ostatni kęs i poczułam ten...
Rybi smak w ustach! Aaaaaaaa! Oddech rybi. Już sama nie wiem, czym go czułam - kubkami smakowymi, czy nosem.
Nie ważne.
OBRZYDLIWY!
Aż od razu chce się rzygać...

Ale jest coś jeszcze gorszego.
CZOSNEK! Aktualnie nie nawidzę i nie przypuszczam, abym kiedykolwiek zmieniła zdanie.
Smród jak diabli.

A najgorsze jest to, że rzygać chce mi się nie tylko fizycznie.
Psychiczne nudności - to dopiero wynalazek.

Wygląda to mniej więcej tak.
O matko trzeba wstać - chyba się zrzygam.
Do pracy sobie pójdę. O nie - rzygać mi się chce na samą myśl.
Obiadek ugotuję pyszniutki. Nieeee, przecież zrzygałabym się prędzej.
Poleżę. O nieee!
Usiądę. Nieeeeeeeeee e e e!
Poczytam książkę. Jezuuuuuuu! Zastrzelcie mnie!
Więc siedzę jak ta naburmuszona fruzia ze znudzonymi flakami i umysłem.
Fruzia psychicznie, fruzia fizycznie.
Bez nadziei, że to w ogóle minie.

Ale poza tym ciąża jest przecież stanem absolutnie fantastycznym!!!
;-P




14 komentarzy:

  1. skąd ja to znam :) początek mojej drugiej ciąży to rzyganie, mdłości przez całą dobę i wstręt do mięsa mielonego i perfum. Na szczęście po 3 miesiącach przeszło. Potem już miło ciążę wspominam. Nawet czasem tęsknię do tego stanu. A więcej tego już nie doswiadczę bo na dwójce dzieci poprzestaniemy. Chyba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jest dla mnie nadzieja. I tego się trzymajmy:-)

      Usuń
  2. Przy trzeciej ciąży miałam to samo... Jedynie kefir z Kościana mi pomagał i żucie migdałów. Polecam!!!! A ciąża to stan fntastyczny, niepowtarzalny i w ogóle ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. W drugiej ciąży miałam tak od ok.6 do - uwaga! - 28 tc. Pocieszający był jedynie fakt, że wymiotowałam sporadycznie, ale mdłości i smród wszędzie i wszystkiego były naprawdę dołujące. Pamiętam, że najbardziej zadziwił mnie fakt, że śmierdzieć może nawet żel pod prysznic. Cała rodzina chodziła wtedy po sklepach i szukała czegoś bez zapachu, bo zagroziłam, że inaczej nie będę się myć, a sama nie mogłam chodzić i wąchać bo to byłoby chyba samobójstwo. W końcu mama znalazła mi coś w aptece - i tak śmierdziało, ale już znośnie hehe.
    A pomyśleć, że są kobiety, które nie wiedzą, o czym tu mowa. I gdzie ta sprawiedliwość?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w pierwszej ciąży miałam lekkie nudności przez tydzień... Teraz to jakiś żart chyba:-(

      Usuń
  4. Każda ciąża u mnie inaczej początkowała, najgorzej było przy trzeciej, schudłam w 1 trymestrze 6 kg, nic nie jadłam oprócz tych śledzi - ja co śledzi w żadnej postaci nie jadam bo ryb nie lubię żadnych , wszystko było fe, śmierdziało i było niedobre a cukier - cukier który był dla mnie zawsze wspaniały - masakra - ulubiona kawa - masakra - sama nie wiem jak to możliwe ale przeżyłam :) tyle tylko, ze u mnie na mdłościach się kończyło nigdy nie rzygałam jak kot - w sumie przytyłam 8 kg na koniec 9-go m-ca - kochana nie ma na to mądrego, każdy inaczej, każdy po swojemu musi się z tym uporać a ciąża- wspaniała jest - jakby co już urosło Ci z przodu solidnie zapraszam na ew foty :) zerknij sobie na kalbar.eu :) i dużo zdrówka życzę !!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj,
    jak widać każda ciąża jest inna. Moja pierwsza przebiegała na początku zupełnie bezobjawowo. Aż były chwile zwątpienia, czy to na pewno to :) Natomiast przy drugiej od samego początku wiedziałam, że jest tam mały człowiek :) Chociażby z powodu wszechogarniającego smrodu. Śmierdziało nawet powietrze :) Że nie wspomnę o jedzeniu, sklepach spożywczych, detergentach ... Śmierdziała mi nawet nasza kanapa w salonie, mimo że wyprałam wszystkie pokrowce ... Ech to był trudny czas, ale na szczęście trwał tylko około miesiąca. Więc może w Twoim przypadku będzie podobnie.
    PS. Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem i czasem zaglądam, bo:
    1. Też mam trzyletniego synka (urodziny miał w ostatnią sobotę :)
    2. Też jestem z ZG (obecnie okolic)
    3. Pamiętam Cię z treningów w Fitmanii (uczęszczam tam nadal).
    Pozdrowienia.
    Aga - mama Jasia (3 lata) i Zosi (7 miesięcy).

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze współczuję, bo ja w ciąży to miałam tylko sporadycznie mdłości, takiego "szału" to nie zaznałam, oj nie. Oby minęło szybko i jednak ciąża była przyjemna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesteś fantastyczna, nawet o rzyganiu potrafisz napisać tak, żeby zaciekawił:) Pocieszę Cię, ja rzygałam do 5 msc! dramat!

    OdpowiedzUsuń
  8. Po pierwsze, GRATULUJĘ! :) Po drugie, śmierdzi mi tu...dziewczynką! :) ) Miałam podobnie w obu ciążach, w pierwszej chwilowe nudności-chłopiec. W drugiej wymioty i straaaszne samopoczucie w I trymestrze-dziewczynka! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. gratuluję;) i wspołczuję objawów moją drugą ciąże znosiłam bardzo kiepsko

    OdpowiedzUsuń
  10. OOOooo gratuluję :-)
    skąd ja znam te nudności, wymioty i smród :D
    Ja będąc w ciąży też przestałam używać płynów do płukania a nawet perfum bo wszystko mi śmierdziało i robiło mi się niedobrze.
    Ogólnie wszystkie mocniejsze zapachy mi przeszkadzały..
    Ale niedługo to się skończy :-)

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.