wtorek, 4 grudnia 2012

Jajo.

Jakiś czas temu, kiedy Nacio wsuwał z nami pizzę, zaraz po tym, kiedy ugryzł kawałek z jajkiem i się nie skrzywił nawet, przyszedł mi do głowy pomysł, żeby spróbować memu Wybrednemu zaserwować jajo w wersji "na chlebku"  ,w celu urozmaicenia Naciowego jadłospisu.

Dziś, pomimo ciężkiego wstawania, oj ciężkiego, olśniło mnie i objawiła mi się PASTA JAJECZNA. Do tego świeży chlebek, szczypiorek... Spróbujemy.
Wstawiłam trzy jaja.
Gotowanie poszło gładko, bez protestów pierworodnego, bo mama grzecznie siedziała obok i  sumiennie oglądała Ciekawskiego Georga.

No, ale pasta nie zrobi się sama. Matka wymknęła się. Jednak czujne oko syna. Syrena zawyła. Synu przydreptał i nie mogąc wymyślić nic bardziej kreatywnego, jęczeć począł.

Matka tym razem z się nie wyszła. Natomiast olśnienia wtórnego doznała. Syna chwyciła, na krześle przy blacie roboczym postawiła i jajo wręczyła, instrukcję obierania przy tym głosząc

Synu połkną haczyk. Najpierw stukać, pukać jajem począł. Następnie do obierania się zabrał, co czynił z takim namaszczeniem i zaangażowaniem, że nawet ślina z uchylonych ustek pociekła, z tego skupienia całego. Obrał jajo do golasa, najmniejszej nawet skorupci nie zostawiając. Matka pastę w mig uczyniła. A synu wtrząchnął kromę całą, wysmarowaną, z takim smakiem, jakiego matka jeszcze, jak żyje nie widziała.

Ale to nie wszystko, bo jajo ów okazało się atrakcją wielopłaszczyznową. Oprócz obierania bowiem i jedzenia, daje jeszcze jedną możliwość rozwoju kreatywności bobasa.
Otóż okazuje się, że z tego, co po jaju zostaje, czyli skorupami, można się jeszcze bawić. Minut 36 całe. Wyjmować z garnuszka, i wkładać można, no i w rączkach ugniatać i ugniatać i ugniatać, co dało Matce możliwość spokojnego siebie ogarnięcia porannego.

Kto zatem z siebie wychodzi, aby znaleźć dziecku swemu zajęcie w tę nudę jesienną, niechaj jajo wypróbuje! Ja osobiście jestem pod jaja wielkim wrażeniem ;-)

15 komentarzy:

  1. Nie ma jak wspólne działania w kuchni ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak mój trochę podrośnie to wypróbuję :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jajo to przysmak Gabrysia:)) Aja po cichu zazdroszczę takiego spokojnego dziecka:)U nas skorupki szybko gniecione i bach do kosza...po czym słyszę "mamo oć":D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnego?To tylko pozory;-)Mama oć, powoli zaczyna wychodzić mi uszyma;-)

      Usuń
  4. ale jajo :) moja gwiazdolina jest uczulona na jako i to bardzo mocno wiec nie pozna smaku pasty jajecznej , a szkoda bo ja bardzo lubie

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajefajnie ale u nas jeszcze za wcześnie na taką zabawę :) skorupki lądują w buzi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę Ci powiedzieć, że Nacio wyjątkowo mało buziowy, jak na bobasa;-P

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, że bobasom czasem się odmienia. Mój nie znosił zup, ale teraz jakoś się w końcu przekonał;-)Próbować trzeba...

      Usuń
  7. a jak jak byłam dzieciakiem to dziadkowie na mnie z 8 jajek zmarnowali zanim zdołali przyrządzić takie, jakie chciałam;p a było to jajko kołowe i kiełbasa kołowa;p Kiełbasa to mortadela a jajko to zwykłe sadzone, ale za to przypieczone naokoło i z rozpływającym się żóltkiem;p Nie każdy umiał takie przygotować oprócz... mamusi:)

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.