wtorek, 25 marca 2014

Jak kryształ.

Nie znam drugiego tak dobrego człowiek jak mój syn.
Jest to mały chłopczyk o kryształowym sercu.
Sercu czystym jak łza.
Tak, tak wiem, jako matka jestem obiektywnie nieobiektywna.
Ale nie w tym przypadku.
W czasach niedzieciowych, co jakiś czas pojawiały się w moim życiu slogany na temat dzieci, wskazujące na ich niewinność. Jednym uchem wpuszczałam, drugim wypuszczałam, nie zatrzymując się nad tym dłużej.
Było to przecież wtedy jakieś zupełnie nieważne było. Bo co mi tam do dzieci.
Niech sobie będą, jakie chcą.
Bo nie rozumiałam.
Tak naprawdę w ogóle nie rozumiałam o co tym mądrym chodzi.

Teraz już wiem...
Doświadczam zachowań mojego synka codziennie. Kilkanaście godzin dziennie.
Od trzech lat... Przez trzydzieści sześć miesięcy...
Stale.
Obserwuję.
Słucham.
Wzruszam się.
Zachwycam.
Rozumiem...

Mój Syn jest małym człowiekiem, absolutnie przesłodkim, nie tylko z wyglądu. Jest tak doskonale dobry, że momentami, gdy tak sobie o nim rozmyślam, aż trudno mi uwierzyć, że człowiek może być aż tak dobry.
Niewinny...

Jego intencje są tak słodko czyste...
Nie ma w nim złości.
Denerwuje się czasem, to prawda,  ale z tak rozczulających powodów, że trudno to nazwać złością - tym samym określeniem, które używa się aby nazwać naprawdę przykre dla otoczenia emocje - raniące, niszczące.
Nie ma w nim zazdrości.
Chytrości.
Tak wiem, my też przerabialiśmy - To moje! Nie dam!
Ale w końcu minęło w znacznym stopniu ;-)

Ostatnio Nacio wyjął z szuflady, w której trzymamy słodycze małe pudełeczko czekoladek. Były w nim całe trzy "kinderki". Zapytał czy może zjeść. Pozwoliłam. Zjadł jedną z takim zachwytem, smakiem i rozkoszą, że aż miło było popatrzeć. Widziałam, że miał ochotę na więcej.
Wyjął drugą...
Obrócił ją w palcach, po czym wręczył  swojemu tacie.
Trzecią dał mnie...
- Nacio się dzieli mamciom.
- Wiesz co, ale ja nie chcę, weź sobie i zjedz.
- Nie mode! To mamci ciadka. Nacio dzieli sie. - odrzekł z pełną powagą.
- No to mamcia się z Tobą podzieli. Chcesz pół?
- Yhym. - szybko odparł z zachwytem.

I nie chodzi tu wcale o tę czekoladę, bo co to za dowód.
To tylko jedna z miliona sytuacji, których jestem świadkiem każdego dnia i które mnie absolutnie obezwładniają.

Dzisiaj leżałam sobie na kanapie. Podszedł do mnie i stanął koło moich stóp.
- Mogem źdjońć mamci tetki?
-Ale po co kiciu?
- Bendem lobił dili dili.
- No dobrze.
Trzylatek z radością zsunął z mojej stopy skarpetkę, a jego oczom ukazały się czerwone paznokcie.
- Ooooo łałłłłłłł. Nacio lugi to. - oznajmił z zachwytem, po czym całkowicie bezpardonowo cmoknął mnie w grzbiet stopy.
Zawstydziłam się bardzo i usiłowałam wytłumaczyć, żeby lepiej tak nie robił, bo to tylko mamcia może całować jego słodkie, małe girki... Zupełnie nie rozumiał o co mi chodzi.
Cmoknął jeszcze raz...

Strasznie fajny człowieczek z tego mojego maluszka. Uwielbiam jego towarzystwo...
Oprócz biliona cudownych emocji i doznań, daje mi to fantastyczne doświadczenie przebywania z kimś doskonale dobrym. A tak mało przecież tego w naszych czasach. Mam wrażenie, że w codziennych relacjach, niestety łatwiej trafić na negatywne zachowania...

A szkoda. Bo gdyby ludzie byli jak te dzieci... O czystych sercach... Pozbawionych chciwości, chęci odgryzania się, sprawiania przykrości, okazywania swojej ważności...
O sercach, które nie wiedzą co to zazdrość, zawiść, zgorzkniałość
Gdyby ludzie byli tak szczerzy i bezpardonowi jak dzieci...
Świat byłby rajem.

Niestety nigdy tak nie będzie ;-(
Bo obok tych kryształów, niestety jesteśmy my - dorośli.
I codziennie, regularnie, świadomie lub nie.
W stopniu większym lub mniejszym.
Krzywdzimy nasze dzieci...
Zarażamy je złem...
I niszczymy to doskonałe dobro...

12 komentarzy:

  1. Jakbym czytała o swoim synku, mimo tego,że jest Urwisem to najukochańszym na świecie :) Pięknie to ujęłaś :*

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda - my dorosli zabijamy w dzieciach to czyste dobro, z ktorym sie rodza. Bo przeciez dziecko nie rodzi sie morderca czy pedofilem.My dorosli mamy na to wplyw czy nasze dziecko zostanie krysztalowe czy nie. Piekny tekst.Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakież to piękne i rozczulające :) To prawda, dzieci są nieskończenie dobre i niewinne i ja również u mojego synka zauważam takie zachowania...ale tylko Ty potrafisz je tak wspaniale opisać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas jest podobnie, Fiołek jest taka rozczulająca w swej ciągłej chęci pomocy, dzielenia się, w swej trosce o każdego :) Zauważyłam też, że wielkie są w niej pokłady opiekuńczości. Cudownie patrzeć, jak zajmuje się swoimi lalkami, ale i jak bardzo ta opiekuńczość działa w przypadku młodszych od niej dzieci na placu zabaw.
    Gdybyśmy my - dorośli - byli w stanie tę dziecięcą wrażliwość na świat zachować, albo chociaż w odpowiednich momentach o niej pamiętać...
    Pięknie napisałaś o Naciu. Pozdrawiamy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widać, że ma dobry przykład w domu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety muszę się z Tobą zgodzić,to od nas, dorosłych, dzieci uczą się złych zachowań, słów i gestów, nawet jeżeli my, rodzice, będziemy bardzo uważać, prędzej, czy później podpatrzą to u innych.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz, mi też to nierzadko chodzi po głowie, że mój synek jest taki nieskażony jeszcze tym światem, taki słodki i naiwny, nie zna życia, nie zna świata. Chciałabym móc go przed tym swiatem ochronić, aby zawsze został taki właśnie. To niemożliwe, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno Cię u nas nie było...Bardzo podzielam Twoje refleksje i z przykrością stwierdzam, że to niestety niemożliwe :-(

      Usuń
    2. Dawno? Ależ bywam często, bywam, choć nie zawsze komentuję!

      Usuń
  8. Nominowałam Cię http://lenka2013.blogspot.com/2014/03/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Musimy wiec pilnie nad soba pracowac, zeby nie niszczyc w naszych dzieciach tego czego sami ich uczymy.. Strasznie sie wzruszylam czytajac ten fragment o stopach i czekoladkach, takie slowa daja do myslenia. Moze dorosli tez maja w sobie czasem odruch by pocalowac ukochana stope kobiety czy mezczyzny, zlapac za spracowana dlon rodzica.. tylko po prostu boja sie wydac "smieszni", "dziecinni".. Tylko co zlego jest w byciu czasem dziecinnym?

    OdpowiedzUsuń
  10. Najsmutniejsze jest to, że jak dorosły zachowuje się jak dziecko, czyli jest szczery, spontaniczny, można powiedzieć naiwny i uczciwy, to postrzegany jest jako osoba zaburzona...czy to nie jest chore?

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.