wtorek, 10 kwietnia 2012

Ciiiiiiiśśśśśśśiiiiicho.

Dziś będzie z cyklu "Obserwacje".
Bo czasem mi się zdarza. Obserwować. Kiedyś o wiele częściej. Dziś, w towarzystwie Syna mego, na nim skupiam całą uwagę. Zapatrzam się w niego, zachwycam, podziwiam. Bez końca.

A jednak. Czasami występuję w formie pojedynczej, jako po prostu cywil, kobieta, anonim. Wtedy obserwuję.
Tym razem obserwacje moje miały miejsce w kościele. Zdarza się, że i tam się pojawiam. Stanowczo za rzadko, ale czasem się udaje.

Wybrałam się w Święta. Chłopaki moje w domu na drzemce pozostali, a ja chwyciłam torebkę i poleciałam.
Pewnie Was tu nie zaskoczę, kiedy wyjawię, że obiektem moich obserwacji były dzieci.
Dzieci przytargane po bożemu do Kościółka. Dziewczynki w odświętnych sukienusiach i płaszczykach. Chłopcy grzecznie ulizani. Maluchy, które uwielbiają bieganie, krzyczenie, zabawę. A tu powstawiane w kościelne ławki, poprzypinane  szelkami powagi otoczenia, dziwnego Pana w sukience na scenie i drugiego co wisi przypięty do stojaka, a najbardziej poważni w tej całej powadze są rodzice.

Przez pierwsze dziesięć minut nawet nie jest jeszcze tak źle, ale to dziwne przedstawienie nie ma końca! No to trzeba sobie w całej tej nudzie zajęcie jakieś wynaleźć. A to można brata pozaczepiać, a to pod ławką coś białego wyskrobać, wstać, ukucnąć, spaść ze schodka, w torebce mamy pogrzebać jeszcze można. Do czasu jednak. Do czasu, kiedy mama paluszka ze szminki swej ze złością wyszarpnie, szminkę schowa, a torebkę na zamek zamknie. Nakrzyczy przy tym, szturchnie, szarpnie i ucisza tylko.
No i znów nuuuuuuuuuuuuda.

W ostatnim etapie - zwykle przy "podniesieniu" następuje ostateczny bunt. Wynudzeni zaczynają wyć. Czasem krzyczeć. Częściej płakać. Z nudy płaczą.

Kiedy już ten Pan w sukience powyciera sobie kubek, pogada jeszcze chwilę, ludzie wstaną, pośpiewają i Pan wyjdzie. Wtedy mama bierze za rękę i można w końcu wyjść! Juuuupiiiii! Na reszcie koszmar się skończył.

Sama pamiętam siebie jako dziecko w kościele. Nie nawidziłam tego. Dlatego tak dobrze rozumiem te cudactwa dzieciaków, których rodzice na siłę do kościoła przyprowadzają. Zastanawiam się tylko po co? Przecież to jest całkowicie bez sensu. Dziecię takie głupiutkie jeszcze nie czerpie z mszy żadnych wartości. Rodzice "ciiiiiiśśśśśśichając" i wstydząc się za zachowanie potomka swego, zamiast "czerpać" z kontaktu z Bogiem  dostają rozstroju nerwowego, a ludzie którzy przyszli do Kościoła, aby zbliżyć się do Stwórcy, razem z nimi.
No i po co?

23 komentarze:

  1. Hmm może jest dla nich ważne, żeby do kościoła iść z dzieckiem, rodzinnie? Żeby dziecko przywykło i nie robiło cyrków jak już będzie starsze? Może boją się że ochrzczone, a jak będzie starsze nie będzie chciało spędzać tej nudnej godziny w kościele?
    My chodzimy w trójkę i nie jest tak źle :). Wiadomo że Dzieć się czasem nudzi, ale to wtedy idzie na ręce i spacerujemy po kościele, albo pacyfikujemy chrupkiem. I jest w sumię dobrze. A dziecko nasze obserwuje też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się ze wszystkim. My też chodzimy razem. A po to są Msze dla dzieci, żeby nie przeszkadzać tym, którzy ciszy potrzebuja

      Usuń
    2. Ja nie mam nic przeciwko wyborowi rodzica - idę do kościoła z dzieckiem. Ale bezskuteczne uciszanie dziecka przez całą mszę jest dla mnie bezsensowne i wkurzające. Albo mam dziecko, które w miarę się zachowuje i wytrzymuje, albo wychodzę z dzieckiem, zamiast je katować.Uważam, że tak jak ze wszystkim, na wszystko przychodzi odpowiedni czas.

      Usuń
  2. nie zgadzam się z Tobą, mimo że dla dzieci msza jest mało zrozumiała to z czasem jest lepiej i więcej do nich dociera. Ja moje dzieci staram się ze sobą zawsze do kościoła zabierać. Złe zachowanie innych dzieci również mi zupełnie nie przeszkadza. Uważam, że to jedyny sposób by wychować dzieci na chrześcijan rozumiejących ceremoniał towarzyszący naszej religii.
    Twój opis mszy (mimo, że rozumiem iż miał naśladować odbiór dziecka) również mnie nieco obraża jako katolika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również się z Tobą nie zgadzam. Uważam, że nie istnieje na tyle genialny dwulatek, dla którego msza jest zrozumiała i do którego "dociera". Uważam, że można próbować zabierać dzieciaki, ale na msze dla nich przeznaczone, gdzie choć przez chwilę ktoś próbuje przybliżyć ten obrzęd dzieciom. Bardzo ważny w tej niezwykle delikatnej materii jest też wiek dziecka i to aby na siłę nie indoktrynować. I to z pewnością nie jest to "jedyny sposób by wychować dzieci na chrześcijan rozumiejących ceremoniał towarzyszący naszej religii".

      A jeżeli obraża Cię jako katolika opis mszy oczami dziecka, to już w ogóle nie wiem o co chodzi.
      Nikogo urazić nie zamierzałam.Bo też uważam się za katoliczkę.Dlatego staram się nie szukać zwady z bliźnimi.

      Usuń
    2. Nie starałam się Ciebie zdenerwować. Ty masz prawo do swego punktu widzenia - ja też.

      Usuń
    3. Jasne;-P Dlatego nie zamierzałam nikogo przekonywać. Wyraziłam tylko swoje zdanie.
      A moje uproszczenie "symboliki" to jedynie powiedzmy chwyt literacki. Nie używam takich określeń na co dzień.
      Peace;-P

      Usuń
  3. Ja nie chodzę do kościoła bardzo często ale staram się chodzić raz na jakiś czas :) Dzieciaki bierzemy wtedy ze sobą ale nie jest źle. Wiosną czy latem jak jest ładna pogoda to stoimy przed kościołem i Milka sobie spokojnie biega. Gdy jest brzydka pogoda to idziemy do środka i to pod sam ołtarz ;) No ale chodzimy zawsze z dziećmi na mszę dla dzieci na której nikt dzieciaków nie ucisza a w trakcie kazania ksiądz z dzieciakami rozmawia przed ołtarzem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i takie podejście to ja rozumiem. Zdrowe.

      Usuń
  4. Ja myślę, że chodzi o to, że takie "Cichanie" jest wkurzające nie tylko w kościele. Ja uważam, że nie powinno się trzymać dzieciaka w ławie na siłę i cichać jak szalony. W miejscu zadumy takim jak kościół nie każdemu może odpowiadać brykający brzdąc, są ludzie, którzy idą do kościoła kontemplować i obcować z bogiem, więc jeżeli ktoś decyduje się brać tam dziecko to raczej powinien iść na mszę dla dzieci lub po prostu wyjść jeżeli dziecko rozrabia. Uczyć dziecko religii nie można poprzez trzymanie go na siłę wynudzonego na mszy, trzeba stopniowo to wpajać dziecku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100%. O dziwo, hehehehe, bo zwykle mamy sprzeczne zdania w ostrych dyskusjach;-P

      I cieszę się, że podzielasz moje zdanie, że Kościół to miejsce do spotykania się z Bogiem, a nie cichania.

      Usuń
  5. bylam z synkiem w niedziele palmowa - rzadko bywam bo kosciol daleko - mlody byl w chuscie. spal cala msze.
    tym ktorym dzieci na maszy przeszkadzaja sa bigoci i mohery ktorzy albo nie mieli wlasnych dzieci lub nie pamietaja ze dzieci potrzebuja rozrywek stad bieganie po kosciele. rodzice sa rozni - robia halo ze skakania i biegania albo im na to pozwalaja. cichanie jest glupie bo niczego nie uczy, co innego przyklad - skupienie i spiew udzieli sie z czasem i dzieciorowi warto wiec to walkowac za mlodu.. pozdr x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana zapewniam Cię, że nie jestem ani bigotem, ani moherem i dzieciaki kombinujące na mszy mnie nie irytują wcale. Raczej wręcz bawią. Ale jeśli słyszę taki pisk nieokrzesanej panienki podczas "podniesienia" to jakoś tak aż kłuje gdzieś w środku.
      Gdyby to moje piszczało, to z pewnością byśmy wyszli, choćby żeby nie przeszkadzać w tak ważnym momencie.

      Wałkować wiarę....Hmmmmm, mam wrażenie, że chyba nie na tym powinno to wszystko polegać. Rozmawiać, opowiadać, tłumaczyć, ale nie wałkować, zmuszać i na siłę w ławki wstawiać!Na Boga!

      Usuń
  6. a ja lubiłam do kościoła chodzić, zwłaszcza z babcią :))) i Synka ciągnę od czasu do czasu a on śpi...

    OdpowiedzUsuń
  7. no tak, z kościołem i innymi miejscami, w których powinny dzieci być "cicho" to jest zawsze kłopot. Ja jestem za tym, by jednak uczyć ich od możliwie wczesnego etapu, jak powinno się zachowywać w danym miejscu. Gdy dziecko już chodzi - trochę w wózku, trochę za rączkę (lub za kaptur;)) spacerować, ale bez przesady z bieganiem i "wariowaniem". starać się wypośrodkować i próbować. niby proste, a trudne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja tez bylam w niedziele palmowa. i szczerze? podzielam Twoje zdanie, bo zaden, absolutnie zaden rodzic nie przezyl spotkania z bogiem. Kazdy tylko patrzyl:"chodzi? zaczepia? dobra. hyy! jest?! och nie ma, gdzie on jest?! no przestań płakac! zaraz wychodzimy, jeszcze chwile" -dało się słyszec jak wylatuja ich mysli z głowy. ja to sie usmialam bardziej nic cokolwiek uslyszalam, bo dzieci jadly chrupki, to musialam dawac Nataszy wszystko co mailam w torbie, to chciala na rece, to chciala cos tam i w sumie czulam sie jak na spotkaniu towarzyskiem. bez sensu. jezeli dziecko spi..spooooko ale jak nie, i juz jest na etapie-biegam gdzie widze miejsce- to jest to uciazliwe dla wszystkich. Ta msza dla dzieci jest tak naprawde dla dzieci od 6 lat, rozumnych, wiedzacych kto to Jezus, Bog, Maryja. Ja nie lubilam chodzic do kosciola. dopiero jak zapisala mnie mama na schole to wtedy zaczela sie moja przygoda z kosciolem. ale trwala moze do bierzmowania. Kosciol jest tak sprzeczny w swoim postepowaniu, ze wole wieczorem porozmawiac z Bogiem sam na sam niz mieszac sie do bandy zlodzieji naszych pieniedzy i pedofili.
    Smutne, ale malo jest juz ksiezy z powolania i prawdziwie oddanych Bogu, aczkolwiek znam takich kilku! nie powiem ze nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ktoś się ze mną rozumie;-)

      Usuń
  9. ja też nie lubiłam za dziecka i jeszcze za małolata chodzić do kościoła, a im bardziej mnie ciągnięto lub kazano tym bardziej mnie to denerwowało... jeśli dziecko nie daje rady wysiedzieć, nie chce , to po co męczyć je , siebie i przy okazji innych...
    jeśli dziecko jest bardziej rozumne to można iść na msze dla dzieciaczków, msza jest prowadzona z myślą o dzieciach, jest przyjemniej, kazanie jest "lekkie" i bardziej przyswajalne dla malucha...
    lepiej dać wybór dziecku niż zrazić od małego do kościoła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100%!Wiara może być (i powinna) przyjemna.Nawet dla dziecka.

      Usuń
    2. A wiecie co ja myślę? Ze do kościoła przychodzę by spotkać się z Bogiem-Ojcem. A on wyrozumiały jest dla wszystkich, cierpliwy, kochający i cieszy się z każdych odwiedzin, z każdego ludka, który ma chęć Go odwiedzić mimo tak wielu rozrywek. Pamiętam taką pieśń z komunii - "Bóg kocha dzieci, On wszystkie chce je mieć. Dopuśćcie dzieci do mnie - powiedział to nasz Pan. Nie zabraniajcie dzieciom, im swe królestwo dam". :). Jakoś taki Bóg jest mi bliższy niż taki, do którego trzeba podchodzić ze śmiertelną wyrozumiałością i trwogą. Bóg to mój Ojciec, mam Go szanować, kochać, ale czy zaraz się Go bać i to tak by uciszać dzieci i je karcić bo się kręcą w kościele? Nie sądzę.

      Usuń
  10. U nas w Kościele jest tak wchodzi się do kościoła z dzieckiem Katechetka bierze dzieci do pomieszczenia które jest za szybą tam dzieci pod opieką Katechetki malują i słuchają przez głośnik.

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.