wtorek, 24 kwietnia 2012

Dzisiaj będę się chwalić!

Tak, dzisiaj będę się chwalić!
Obrzydliwie i bezwstydnie.
Żeby całkowicie egoistycznie zrobić sobie dobrze, ale i zupełnie altruistycznie, podłamanym matkom z pociążowym bagażem tu i ówdzie, przynieść nadzieję.

Wczoraj zakończyłam mój System Naprawczy. W końcu ujrzałam na wadze upragnioną cyfrę.
Cel został osiągnięty. Schudłam 12 kilo - równo od pierwszego stycznia 2012r. Razem 24 kilo w ciągu roku. I jestem z siebie przeokrutnie dumna!

Aż tyle przytyłam?!Ano, aż tyle.
Moja ciąża rozpoczęła się, kiedy już miałam sześć kilo na plusie. Do tego osiemnaście z ciąży, a dodam, że oszczędzałam się bardzo i nie folgowałam sobie prawie;-P wcale.
Po prostu przyszło te osiemnaście i koniec.

Na początku, zaraz po porodzie chudło się samo. Stopniowo, z tygodnia na tydzień wyświetlacz wagi pokazywał coraz mniej. Aż stanęło. I d......a!
Stało tak i stało, a frustracja moja rosła sukcesywnie. Momentami wydawało mi się, że to już koniec. Koniec kobiecości, atrakcyjności, pewności siebie. Że teraz to już został tylko tłuszcz, rozciągnięta skóra, rozstępy na tyłku i cycki do pasa. Bo przecież "po ciąży to już nigdy nie będzie się taką samą".

Z drugiej jednak strony, czytałam na blogach koleżanek, jak to po trzech miesiącach, osiągają wagę niższą, niż "przed", jak to "samo im się chudnie, bo przy karmieniu piersią to już tak jest" itd. Wtedy trafiał mnie szlag, rwałam włosy i wyłam do księżyca "łaaaaaaaaaaaajjjj?!"

Aż w końcu, kiedy Syn mój cycem maminym wzgardził, powiedziałam sobie, że koniec tej rozlazłości. Sztuka kamuflowania znużyła mnie już straszliwie. Brzuchol pociążowy mnie znużył. A widok cielska swego zniekształconego, to już w ogóle znużył mnie na maksa. Cały czas miałam przed oczami dawną koleżankę, która w rok po porodzie wyglądał tysiąc razy lepiej niż przed. Bosko wyglądała! Szczuplutka. Płaściutka. No i ta Ania Mucha. . .
Wtedy zebrałam to całe niezadowolenie z siebie, tą całą złość i frustrację, ten wstyd za swoje brzuszysko i grube dupsko i stwierdziłam, że teraz to się z "nimi" rozprawię. Bo skoro Cichopkowa dała radę i wróciła do formy po ciąży, to i ja na bank sobie poradzę!

Gruntownie i zdroworozsądkowo opracowałam swój system naprawczy. Postawiłam sobie cel - waga idealna. I obiecałam sobie, że do pierwszych urodzin mojego Synka schudnę przynajmniej tyle, ile przytyłam w ciąży.

Sposób? Ultra prosty i przyjemny. Nie ściemniam ;-)
Ograniczyłam do minimum węglowodany i tłuszcze. Jadłam tylko warzywa, chude mięso drobiowe i wołowe oraz chudy nabiał. Jadłam minimum co 3 godziny. Jeśli tylko byłam głodna, to także częściej. Ale TYLKO to, co było mi wolno. Diametralnie zmieniłam też sposób przyrządzania potraw. Do tego otręby, dużo wody i oczywiście sport.

Sport, który stał się moją trzecią, zaraz po Synu i blogowaniu, pasją. Zaczęłam od dwóch treningów w tygodniu. Po pierwszym, przez trzy dni przemieszczałam się po domu, szurając niczym dziewięćdziesięcioletnia babcia ;-)
Teraz ćwiczę cztery razy w tygodniu. Uwielbiam moje trenerki. Uwielbiam ten "mój czas" poza domem. Uwielbiam ten lekki ból mięśni, bo wtedy czuję, że porządnie ćwiczyłam i jestem z siebie dumna. Uwielbiam swoje nowe ciało. . .

Nowe, bo takiego nie miałam jeszcze NIGDY. Jędrnego, bez cellulitu, z widocznie wyrzeźbionymi mięśniami. Z płaskim brzuchem. . .
Tak, mój wiszący przez ładnych kilka miesięcy pociążowy fałd zniknął! Został jeszcze lekki nadmiar skóry, ale liczę, że i z tym z czasem się uporam. Najważniejsze, że mogę z dumą ubrać dopasowany t-shirt i być dumną ze swojego umięśnionego brzucha!

Plusy tego mojego małego zwycięstwa mogłabym mnożyć w nieskończoność i wyliczać przez całą noc, ale nie o to chodzi. Tym moim chwaleniem się, chciałam po prostu pokazać, że da się!
Na prawdę da się ogarnąć z tego armagedonu zwanego ciążą! Wystarczy tylko trochę samozaparcia i wysiłku, bo wszystko leży w naszej głowie. I proszę nie wierzcie w takie bzdury, że "po ciąży to już trochę zostanie ten brzuch" no i "po ciąży to już nie ma co się spodziewać, że będzie się miało ciało dwudziestolatki". BZDURA!

Bo ja Wam tutaj właśnie mówię i poświadczam sobą samą, że można się spodziewać! A nawet trzeba!

27 komentarzy:

  1. Szczere gratulacje! Twój post jest mega motywujący bardzo się cieszę, że go przeczytałam:) Nic tak nie cieszy jak osiągnięcie założonego celu:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wyszło tak jak miało wyjść;-)I dziękuję;-)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Dziękuję anonimie. Choć jeszcze przyjemniej byłoby dziękować komuś znanemu choć z imienia;-)

      Usuń
  3. super!
    ps. to prawda teraz ważę mniej niż przed ciążą, a piersią nie karmię. fakt w samej ciąży przytyłam 13 kg i po 3 m-cach nie było po nich śladu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli podwójna farciara - mało przybyło i szybko odeszło. I gdzie tu sprawiedliwość ja się pytam?!;-)

      Usuń
  4. Gratuluję! Po pierwszej ciąży po jakimś pół roku od porodu ważyłam i wyglądałam lepiej niż przed ciążą i w sumie nie robiłam nic w tym kierunku - działo się to samo... Po drugiej ciąży niestety nie jest już tak łatwo :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i druga szczęściara...A ja całe życie pod górkę;-)

      Usuń
  5. ja przytyłam 25 + 4 sprzed ciąży, straciłam sporo, ale jeszcze mi brakuje 10 kg do rozmiaru sprzed ciąży.. zazdroszcze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem zachęcam do pracy nad tą dychą;-)I trzymam kciuki;-)

      Usuń
  6. gratulujemy ! ja przytyłam 11 kg i po ok 3 miesiącach też wszystko zeszła , a teraz jest mniej niż przed ciążą.

    OdpowiedzUsuń
  7. jestem z ciebie dmna !!!!!!! musisz koniecznie wstawic fotke....no moze nie przed i po ...chociaz jesli chcesz.... ;) ale PO jak najbardziej...taki porządny wycisk mięśniowy to chyba dobry sposób na odstresowanie ... mam racje ?? tak3-maj !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj taaaak! Nic nie działa tak kojąco na nerwa na męża jak porządny wycisk;-)

      Usuń
  8. brawo! Jesteś MEGA! Wiesz, że sama jestem maniaczką sportu i zdrowego stylu życia, więc popieram każdą taką aktywność :))) Sama zaczęłam ćwiczyć już po 4 tygodniach od porodu. To jest jak nałóg!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ci kochana! Żałuję tylko, że o wiele za późno zaczęłam. 4 tygodnie "po" byłoby idealne.I żeby schudnąć i żeby cyca choć na chwilę odkleić i żeby się wyrwać z tej matni mlekiem płynącej;-P

      Usuń
  9. gratuluję i zazdroszczę! Moją dietę i bieganie dziś szlag trafił!

    OdpowiedzUsuń
  10. No własnie ... fotka, bo to chyba motywuje najbardziej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fotka, fotka! Zrobię nową, to wkleję. Rozumiem, że dowód jest potrzebny;-)

      Usuń
  11. no to wiecie jaką ja mam dietę - anty dietę..?? dojadam po Wiktpriance i po Tatusiu....bo przeważnie nie mam czasu na zrobienie czegos extra dla siebie....wagi w domu nie posiadam...ale póki co wślizgnełam się w wszytkie szmatki sprzedciążowe

    OdpowiedzUsuń
  12. gratulacje!!! motywujące!!! ja chyba też zacznę bo w tym roku dwa razy planujemy wakacje a ja teraz nie wyobrazam sobie rozebrac sie na plazy ... :( waga prawie wróciła( jeszcze plus 2 kg czyli 58 kg przy 162 cm) ale ciało ... biust zdecydowanie nie ten... właśnie jak biust? już nie na brzuchu?
    no i brzuchol!! tak jak piszesz, obcisłe bluzeczki ubierałam z przyzwyczajenia aż zorientowałam sie, że wygląam na 4 miesiąc ciązy ...
    ja chodzę na Zumbę ale średnio regularnie. Czy ty ćwiczysz na siłowni?
    pozdrawiam i jeszcze raz gratuluję!!!
    kajka ( aninim z poprzedniego posta ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biust?;-)Do pasa, a jakże!Jak u kozy wysokogórskiej.
      Ćwiczę w klubie fitnes. Chodzę na różnorodne zajęcia: indor cycling, tzw. Akcja (brzuch uda pośladki), Body Art...
      Na zumbie jeszcze nie byłam;-)
      Dziękuję i pozdrawiam cieplutko

      Usuń
  13. Och... dzięki ci kobieto za ten post...! :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie nooo! Dałaś po bandzie :) Udowodniłaś sobie i wszystkim że można, zrobiłaś ogromny postęp dla siebie przede wszystkim. Tylko jednej rzeczy mi brakuje... Martuśka pokaż no się jak teraz bosko wyglądasz! :)

    Gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.