środa, 24 października 2012

Wyprowadzeni...

A my wyprowadzeni. Z domu naszego. Ukochanego.
Remontujemy w końcu, a że to kuchnia, to nijak nie było można przepękać "w"...
Strasznie dużo się dzieje. Młyn totalny z nieogarem połączony. Chyba nie lubię...

I mimo, że siostra moja ze szwagrem przekochanym pod dach nas przyjęli, bezdomność budzi lęk jakiś nieokiełznany...

Ale teraz chciałam jeszcze o czymś innym.
Otóż poznałam kiedyś sąsiada siostry mojej, którego nie poznać się po prostu nie dało.
Dziewięćdziesięcio kilku letni przemiły Pan. Kilka razy dziennie spacerował ze swoim olbrzymim psem pasterskim - owczarkiem podhalańskim. On powolutku i pies powolutku.
Potem  pies szedł już wolniej od swego pana...
Z czasem Pana widywałam spacerującego już samotnie. Tak, jak poprzednio, w kierunku lasu ale w pojedynkę...

Kilka razy zagadałam, bo wszyscy zagadywali. Zupełnie, jakby Dzidziuś znał pół osiedla... No nie można było w milczeniu przejść obok.
Dziadziuś opowiedział mi pewnego dnia, jak to poznał swoją żonę.
"Żoneczka moja, to taka dziewczynka moja kochana byla, a sliczna..." - mówił o niej, zaciągając po lwowsku. Potem powiedział, że to już rok, jak zmarła... Oczy miał wtedy szkliste...
A ja dopiero poskładałam fakty - pies zdechł z tęsknoty, niedaleko po śmierci swej pani... A Dziadziuś wychodził na samotne spacery, żeby choć przez trochę być wśród ludzi.

Dziadziuś ten jest jednym z niewielu ludzi o tak czystym i gołębim sercu. To, w jaki sposób opowiadał o swojej żonie, dzieciach, życiu, w jaki sposób zwracał się do mojego Natanka, tego nie da się opisać. Przeurocza, przekochana osoba...

Dzisiaj wybraliśmy się popołudniu z moim synciem na spacer. Długi. Żeby choć przez chwilę złapać trochę normalności, równowagi. Gdy wracaliśmy, był już zmrok. Przechodziłam pod oknami Dziadziusia. W kuchni zapalone światło. Widać skrawek siwiutkiej głowy. Dziadziuś pewnie jadł kolację. Sam...

Ścisnęło mnie. Odwróciłam wzrok. Złapałam oddech i spojrzałam jeszcze raz. W środku bardzo zabolało...
A przez głowę przemknęła myśl.
Że ja jest w samym środku swego życia. Może i w młynie, ale jakim cudownym. W młynie prowadzącym do cudownej zmiany. Codziennie doświadczam pełni szczęścia. Szczęścia, które dzielę z moim ukochanym i z moim cudownym synkiem. Razem cieszymy się życiem i czerpiemy z niego pełnymi garściami. Może i bezdomnie przez chwilę, ale jacy RAZEM.

A Dziadziuś...Dziadziuś ma już to wszystko za sobą. Nosi w swoim sercu wszystkie ciepłe wspomnienia. Swoją żonę...Swojego psa... Na pewno strasznie tęskni. Zwłaszcza w takie wieczory, jak ten, kiedy w pustym domu, powoli, w samotności je kolację...

29 komentarzy:

  1. Od rana takie sciski serca serwujesz...:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...Wiem, wiem, smutas ze mnie, ale co ja poradzę;-*

      Usuń
  2. U Ciebie to zawsze takie trudne historie, że coś w gardle staje... Ale warto się nad takimi tematami pochylić i skłonić do chwili refleksji. Dzięki Ci za to!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie tak zawsze...Ale rzeczywiście zdarza się. Jak to w życiu. Ściskam ciepło!

      Usuń
  3. a mi lezki polecialy. Tacy ludzie sa bardzo inspirujacy, sprawiaja, ze zatrzymujemy sie na chwile i dostrzegamy jak wiele mamy. Ja tez ostatnio sie ocknelam, ze trzeba czerpac z zycia na maxa, zyc chwila, tym co teraz bo to bardzo szybko przemija. Czas galopuje szalenie.
    Przy remoncie lepiej nie byc, zwlaszcza z malym smykiem ktory wszedzie wejdzie, za wszystko zlapie. Chociaz wiadomo, najlepiej kazdy czuje sie u siebie w domu. :-) Ja z syniem juz 2 tyg na wygnaniu przez remont wlasnie i dzis mocno tesknie za domkiem, Wam zycze szybkiego powrotu. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli my tak samo...Tylko, że u nas to dopiero trzy dni...Ja również pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  4. Ty to wiesz jak łzy z oczu wycisnąc...
    Szczerze mówiąc to ja się zawsze bałam takiej samotności na starośc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja też boję się tego okrutnie. Pocieszam się tylko, że to nie następuje nagle. Może można dzięki temu lekko chociaż się oswoić...

      Usuń
  5. u mnie też łza w oku.
    Kiedyś na spacerze zaczepiła mnie starsza pani.Bardzo elegancka,przemiła.Jakoś tak wyszło,że szła ze mną i córą kawałek.Zaczęła opowiadać o sobie,mężu,dzieciach..o swoim życiu po porstu.Szła do kościoła.Ale tak się rozgadałyśmy ,że odprowadziła nas pod dom idąc z moim dzieckiem za ręke :)
    Jak odchodziła to cały czas za nią patrzyłam aż zniknęła mi z pola widzenia.Wywarła na mnie takie wrażenie.Jak już weszłam do klatki to się poryczałam.Z tego ,że ona taka samotna,mimo,że ma dzieci bo męża już nie.No rozczuliła mnie maksymalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooo, widzisz, mamy podobne doświadczenia. I odczucia. I wrażliwość...

      Usuń
  6. lubię wpadać do Ciebie i poczytać co słychać. a dzisiaj wzruszyłaś mnie na maksa tą historią... musiałam o tym napisać....
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za ten komentarz;-*Ściskam cieplutko!

      Usuń
  7. Dziekuje Ci za ten post:)Wzruszajacy, ale z drugiej bardzo motywujacy!Podoba mi sie zdanie:"A przez głowę przemknęła myśl.
    Że ja jest w samym środku swego życia. Może i w młynie, ale jakim cudownym."...
    Dalo mi do myslenia: Cieszyc sie chwila, tym ze jestesmy zdrowi, miec wspolne plany, marzenia, cele i dazyc do ich realizacji nie zapominajac przy tym ze mamy siebie(tzn. ze mam moich dwoch kochanych chlopakow a oni mnie;))A TO PRZECIEZ NAJWAZNIEJSZE!A to juz tak wiele...Pozdrawiam i sciskam cieplo:)ps. a nowa kuchnia sie nam pochwalisz na zdjeciu?mam nadzieje ze tak;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja Ci dziękuję za piękny komentarz...Ściskam cieplutko!

      Usuń
  8. i ja mam łzy w oczach .... takie sytuacje pokazują nam co w życiu tak naprawdę się liczy ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Ja uważam, że to są właśnie znaki od Boga...

      Usuń
  9. Też mam takie myśli, że fajnie być na początku drogi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudownie na tym początku! Dlatego boję się strasznie końca...Całusek.

      Usuń
  10. ale mi smutno jak to przeczytałam....

    wrecz zobaczyłam ten skrawek siwej głowy pochylonej w zapalonej kuchni nad samotna kolacja... wrecz poczułam jego samotnosc i jak to jes bez ukochanej osioby i nie miec do kogo sie odezwać.....;(

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj Ty 'paskudna' wyciskaczko łez. Ryczę jak bóbr :(

    OdpowiedzUsuń

Ten blog jest moją własnością i to ja decyduję, co chcę na nim zamieszczać, dlatego Twój komentarz zostanie opublikowany, jeśli nie zawiera obraźliwych treści.